Zamknij oczy i wysłuchaj smoczego koncertu: dworskich plotek, nagłych, złowieszczych pomruków (trzeba znać mootyę, by je zrozumieć), flecistki władającej cudzymi uczuciami, ballady o kochankach, którzy nie uciekli, i rycerzach, którzy się zestarzeli, chichotu księżniczek lub płaczu odmieńców, wieczornych modlitw lub przekleństw, jakie wykrzykują Synowie świętego Ogdy, d-mollując zegary.
Bies by się uśmiał
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ten obcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ten obcy. Pokaż wszystkie posty
Dach nad sercem
Zgubiono: fotografię półtorarocznego chłopca (uwaga, na odwrocie znajduje się wierszyk), butelkę irlandzkiej whisky, paszport. Uczciwych znalazców prosimy o kontakt (tel. 881550325). Przewidziano niewielką nagrodę.
Znaleziono: zardzewiałe guziki od żakietu, trzy francuskie naleśniki, których nikt nie zamawiał, i puszkę ciemnoczerwonej farby, czepek pływacki. Wszystkie przedmioty są teraz u Zadie Smith i czekają na odbiór. Zaleca się pośpiech – naleśniki zaraz wystygną.
Znaleziono: zardzewiałe guziki od żakietu, trzy francuskie naleśniki, których nikt nie zamawiał, i puszkę ciemnoczerwonej farby, czepek pływacki. Wszystkie przedmioty są teraz u Zadie Smith i czekają na odbiór. Zaleca się pośpiech – naleśniki zaraz wystygną.
Etykiety:
opowiadania,
ten obcy,
Zadie Smith
Jedna i pół bliźniaczki
Bliźniaczki, Mor i Mor, ratują świat przed matką, czyli złą czarownicą. Pierwsza umiera, druga zostaje kaleką i ucieka z domu. Odszukawszy ojca wykonującego rozkazy trzech przyrodnich sióstr (prawdopodobnie wiedźm), rozpoczyna naukę w Arlinghurst. Bystra, lecz osamotniona, rzuca czary przywołujące przyjaciół. Dziewczęta jednak uważają ją za dziwaczkę: trochę nieokrzesaną, trochę przerażającą. Dopiero wśród wróżek (wzbudzających fascynację, odrazę bądź pożądanie) Mor się uśmiecha.
|
Bliźniaczki, Morganna i Morwenna, mają wypadek samochodowy. Pierwsza umiera, druga zostaje kaleką i ucieka z domu. Odszukawszy ojca posłusznego trzem przyrodnim siostrom, rozpoczyna naukę w Arlinghurst. Bystra, lecz osamotniona, marzy o prawdziwej przyjaźni. Dziewczęta jednak uważają ją za dziwaczkę: trochę nieokrzesaną, trochę przerażającą. Dopiero wśród członków klubu literackiego (wzbudzających fascynację, odrazę bądź pożądanie) Morwenna się uśmiecha.
|
Obie historie są prawdziwe. Czytacie powieść fantastyczną dla młodzieży albo dziennik zagubionej nastolatki z lat siedemdziesiątych. Albo zmyślenia (nad)pisane na faktach, decyzja należy do was. Wątpliwości interpretacyjne czynią tę lekturę niezapomnianą.
Nie wierzcie we wszystko, co mówi narratorka. Relacja pamiętnikarska nie gwarantuje szczerości. Porządkując myśli i zdarzenia, Mor nadaje im charakteru fikcyjnego. Owszem, matka wygląda jak zła czarownica: ma długie, czarne włosy, haczykowaty nos. Ale niełatwo zaufać bohaterce dręczonej koszmarami sennymi, które – przy udziale bogatej wyobraźni – deformują rzeczywistość.
Nie wierzcie we wszystko, co mówi narratorka. Relacja pamiętnikarska nie gwarantuje szczerości. Porządkując myśli i zdarzenia, Mor nadaje im charakteru fikcyjnego. Owszem, matka wygląda jak zła czarownica: ma długie, czarne włosy, haczykowaty nos. Ale niełatwo zaufać bohaterce dręczonej koszmarami sennymi, które – przy udziale bogatej wyobraźni – deformują rzeczywistość.
Wersja A: magia istnieje. Objawia się poprzez rzeczy i zjawiska, wydawałoby się, niemagiczne. Przedmioty, najlepiej stare, przepojone esencją właścicieli, dodają sił, podczas gdy jednorazowe sztućce osłabiają. Każde zaklęcie zapewnia więcej dylematów etycznych (np. gdzie przebiega granica między przysługą a kontrolą cudzego życia) niż korzyści. Adepci często wpadają w pułapkę – nie wiedzą, czy naprawdę coś zmienili, czy wypadki potoczyły się utrwalonym niegdyś torem.
Wróżki (sękate stworzenia posiadające szorstką skórą, żadne tam człekokształtne istoty) widzi tylko ten, kto w nie wierzy. Podejrzliwe wobec ludzi, zazwyczaj zamieszkują porzucone kopalnie i huty. Nie używają imion, pytania kwitują śmiechem. Potrzebują dzieci, by pokonać narastające zło.
Wersja B: magia istnieje. Gotowanie stanowi czynność magiczną. I zabawy w ruinach, zachwycającej krainie cudów nieznanych dorosłym, i akupunktura, jakiej poddaje się główna bohaterka. Gry planszowe. Litania recytowana nocą. Opiekowanie się drzewami. Pocałunek to też rodzaj magii. Ilekroć dokonujemy wyboru, wykorzystujemy nasz (nad)przyrodzony potencjał.
Wśród obcych zawiera wnikliwe studium odmienności. Kalectwo oraz wymowa zdradzająca walijskie pochodzenie odróżniają narratorkę od pozostałych uczennic. Nie będąc potulną ofiarą, Mor postanawia się bronić. Laską odpiera drwiny, straszy współlokatorki historiami o krwiożerczych duchach. Wczesnym rankiem natomiast odwiedza bibliotekę. Zastanawia się, czemu nie znajduje zrozumienia u rówieśniczek (czyżby była półwróżką?). Ponadto, klub literacki, zwany karassem Mor, skupia wokół siebie wyrzutków: Wima okrzykniętego niepoprawnym uwodzicielem, rudowłosą Janine zmartwioną rozwodem rodziców.
Opisując Arlinghurst, słynną szkołę żeńską, Walton posiłkuje się powieściami pensjonarskimi. Dziewczęta – mimo dotkliwych szturchańców i utyskiwań na głupotę Deirdre – zdobywają sympatię czytelników. Planują karierę naukową, całują fotografie Harrisona Forda. Słowem, dojrzewają. Mor, molestowana najpierw przez Karla, kochanka matki, potem przez ojca, obdarza flirtujące koleżanki wyniosłym spojrzeniem. Ona nie będzie Zuzanną Pevensie, nigdy nie dorośnie.
Wśród obcych zawiera wnikliwe studium odmienności. Kalectwo oraz wymowa zdradzająca walijskie pochodzenie odróżniają narratorkę od pozostałych uczennic. Nie będąc potulną ofiarą, Mor postanawia się bronić. Laską odpiera drwiny, straszy współlokatorki historiami o krwiożerczych duchach. Wczesnym rankiem natomiast odwiedza bibliotekę. Zastanawia się, czemu nie znajduje zrozumienia u rówieśniczek (czyżby była półwróżką?). Ponadto, klub literacki, zwany karassem Mor, skupia wokół siebie wyrzutków: Wima okrzykniętego niepoprawnym uwodzicielem, rudowłosą Janine zmartwioną rozwodem rodziców.
Opisując Arlinghurst, słynną szkołę żeńską, Walton posiłkuje się powieściami pensjonarskimi. Dziewczęta – mimo dotkliwych szturchańców i utyskiwań na głupotę Deirdre – zdobywają sympatię czytelników. Planują karierę naukową, całują fotografie Harrisona Forda. Słowem, dojrzewają. Mor, molestowana najpierw przez Karla, kochanka matki, potem przez ojca, obdarza flirtujące koleżanki wyniosłym spojrzeniem. Ona nie będzie Zuzanną Pevensie, nigdy nie dorośnie.
Morganna i Morwenna, dla przyjaciół – Mor i Mor. Kiedy pierwsza umiera, druga przejmuje jej imię, przekonana, że teraz musi żyć za siostrę. Układa wiersze poświęcone chorującym wiązom, sama również cierpi. Mijają tygodnie, Mor się przeobraża, a Mor nie, coraz bardziej się oddalają. Bohaterka wkrótce dostrzega w lustrze odrębną osobę.
Autorka składa hołd pisarzom science fiction. Wymieńmy najważniejszych: Robert Heinlein, Ursula K. Le Guin, Roger Zelazny, Anne McCaffrey, Robert Silverberg, Samuel R. Delany, Arthur C. Clarke, James Tiptree (właśc. Alice Sheldon). Ich utwory towarzyszą narratorce podczas wykonywania niebezpiecznych zadań (m.in. prowadzenia zmarłych), wspierają lub wzmagają obawy. Mor czyta dużo i zachłannie, niejednokrotnie zapisując wrażenia. Pewnego dnia wyda własną powieść.
Książki inspirują (zachłysnąwszy się Montgomery, bliźniaczki próbują zidentyfikować ojca na fotografiach), ochraniają (fragment Diuny zwalcza złowrogie zaklęcie) i charakteryzują odbiorców (nie bez powodu Gill wychwala biografie uczonych, ciotka Teg albumy pełne zdjęć, dziadek Sam z kolei Platona). Przesiąknięte potężną magią, ratują życie. Mor odpycha myśli samobójcze, nie doczytała bowiem Delany'ego. W połowie bliźniaczka utknęła w połowie Babel-17. Jeśli umrze, nie pozna zakończenia.
Jo Walton, Wśród obcych, s. 366, Akurat, Warszawa 2013
Etykiety:
bliźnięta,
Jo Walton,
książki o książkach,
szkoły żeńskie,
ten obcy,
wróżki
Baśń, a jednak nie baśń
Nowy Jork, 1899. Parowce pełne imigrantów i potworów zmierzają do miasta. Wśród nich wyróżniają się dwie mityczne istoty: jedna stworzona z ziemi, druga zaś z ognia. Chawa i Ahmad. Golem i dżin.
Zmiennokształtna opowieść
India Morgan Phelps opowiada o duchach. Myli się ten, kto twierdzi, że dopiero po śmierci zostaje się duchem. Duchy to nawiedzające nas wspomnienia. Samobójstwo matki, samobójstwo babki. Niezwykłe obrazy. Tonąca dziewczyna, namalowana przez mężczyznę, który spadł z konia i umarł, oraz Fecunda ratis, namalowana przez mężczyznę, który spadł z motoru i umarł. Abalyn Armitage. Lipcowa noc, kiedy India, jadąc wzdłuż rzeki, dostrzega syrenę. Inna noc, listopadowa i chłodna, kiedy spotyka dziewczynę będącą wilkiem.
Czy możemy zaufać narratorce? India nieustannie się powtarza, odbiega od głównego tematu, skreśla, a nawet usuwa słowa, by to, czego się obawia, zdawało się mniej straszne. Wróciwszy po raz kolejny do jakiegoś wydarzenia, zmienia je. Dwie wersje prawdy nie zawsze okazują się wystarczające, bo czy nie byłoby ciekawiej, gdyby istniała trzecia? India nie planuje nieścisłości - siadając nad pustą kartką, nie zamierza kłamać. Nie zamierza też nie kłamać. Czasem o czymś zapomina, czasem zaś nie rozumie tego, co jej się przytrafia.
A czy możemy zaufać słowom? Wieczorny spacer po mieście uświadamia Indii, jak mylące bywają nazwy. Chociaż wiele budynków nie pełni już swoich pierwotnych funkcji, mieszkańcy nadal posługują się ustalonymi dawniej wyrazami. Słowa bohaterki, wyszukane i podkreślające jej odmienność (pokój, na przykład, określa mianem bawialni), nie odpowiadają faktom, ale są prawdziwe. Fakty to cegły, prawda natomiast przypomina zaprawę, stwierdza India (a właściwie Ursula K. Le Guin, z której eseju zaczerpnięto tę myśl).
Należałoby teraz zauważyć, że powieść Kiernan składa się z tysiąca cytatów i aluzji. Czego tu nie ma! Szekspir, Lovecraft, Eliot. Alicja w Krainie Czarów. Poznana nocą syrena cytuje Moby Dicka, a India, opisując lęk przed nieznanym, przywołuje Szczęki. Dominują jednak ludowe legendy, podania i baśnie. Historia topielicy znalezionej w Sekwanie. Mała syrenka (ulubiona baśń Indii) i Czerwony kapturek (najmniej lubiana). Ostrzeżenia przed groźnym duchem, co śpiewem nakłania ludzi do samobójstwa.
India, jak się domyślacie, różni się od pozostałych mieszkańców Providence. Otoczona swoimi obrazami, żyje w samotności. Dużo czyta i niekiedy pisze opowiadania (Syrena z betonowego oceanu, Uśmiech wilkołaka, umieszczone w późniejszych rozdziałach). Poświęca (zbyt?) wiele czasu rozważaniom na temat własnych myśli. Kiedy nie potrafi sobie z nimi poradzić, wsiada do hondy i jedzie donikąd.
Bohaterki, odznaczające się szczególną wrażliwością artystyczną, często spotykają się z nierozumieniem. Społeczność izoluje je ze względu na wygląd i nietypowe zachowanie. Dlatego Abalyn, wysoka dziewczyna w stylu Tildy Swinton, unika konwencjonalnych miejsc pracy. Zarabia, pisząc recenzje gier wideo. Dopiero przed monitorem, wolna od wścibskich, nieproszonych spojrzeń, czuje się bezpieczna.
India i Abalyn uwielbiają opowieści - czy to w formie książki, rzeźby, czy też gry komputerowej. Są zarówno odbiorcami, jak i autorkami, współtworzą bowiem własną opowieść o miłości. Ma ona obiecujący początek: India oferuje swoje mieszkanie do przechowania rzeczy pięknej nieznajomej, wcześniej o mało nie zabrawszy jej książek, niestarannie upchniętych w kartonach, które leżały na ulicy. Następnie, w ślad za rzeczami, wprowadza się Abalyn (tak ma na imię nieznajoma).
Tym, co spaja wszystkie wymienione wątki, jest motyw syren. Wszędzie ich pełno: nie tylko wabiących śpiewem kobiet z rybim ogonem, przebiegłych femme fatale, ale i nieproszonych, niechcianych myśli, z jakimi się zmagamy. Jedni, ulegając podszeptom, w pośpiechu zeskakują z pokładu, inni - niczym Odys - słuchają, przywiązani do masztu. (Jakże odpowiednią wydaje się tutaj metafora okrętu jako ludzkiego losu).
Skąd pewność, że skok zawsze przynosi zgubę? Towarzystwo Ewy Canning, syreny dostrzeżonej przez Indię, stanowi przekleństwo i błogosławieństwo zarazem. To ona była muzą Alberta Perrault, dziewczyną z obrazów Saltonstalla. Inspirowała kolejne pokolenia artystów. A teraz, w podzięce za troskę, wśpiewuje w Indię niezliczone pieśni.
Caitlín Rebekah Kiernan opowiada o opowieściach. Mając świadomość ograniczeń, zrywa z tradycyjną, liniową narracją. Poszczególnym wątkom nadaje kształt spiral wewnątrz spiral, rozdziały natomiast nazywa sztucznymi, arbitralnymi konstrukcjami. Pojawiają się rozwidlenia: pierwsze spotkanie z Ewą, na przykład, wydarzyło się dwa razy na dwa sposoby.
Tonąca dziewczyna przeobraża się z każdym fragmentem. To, co wygląda na pamiętnik prowadzony w celach terapeutycznych, zmienia się w baśniową historię o mitycznych istotach. Baśniowa historia o mitycznych istotach przechodzi w powieść grozy, by za chwilę stać się dzielnikiem artysty poszukującego natchnienia. Akty zastępują rozdziały. Istna likantropia gatunków i rodzajów.
Baśnie Indii zlewają się ze sobą. Syrena pożycza ubranie od Czerwonego Kapturka, po czym przybiera postać wilczycy. Główny(?) wątek gubi się w odmętach dygresji, cytatów, wycinków z gazet i ekspozycji. Wszystkie one, mimo że czasem sprawiają wrażenie zbędnych, należą do historii. Historii pozbawionej początku lub końca. W powieści Kiernan panuje chaos i, podobnie jak w życiu, brakuje w niej rozstrzygnięcia.
Nawiedzenia, wspomniane w pierwszym akapicie, bywają zaraźliwe. Ludzie przekazują je na różne sposoby: za pomocą baśni, piosenki lub książki. Tonąca dziewczyna również jest nosicielką takiej zarazy. Warto po nią sięgnąć, aby poznać dziewczynę, która - jak podpowiada tytuł - (u)tonie, i/albo dziewczynę, która (na)uczy się pływać.
Caitlín R. Kiernan, Tonąca dziewczyna. Pamiętnik, s. 282, MAG, Warszawa 2014
Dziwy i dziwactwa
Trzy siostry Philpot przeprowadzają się do nadmorskiego kurortu Lyme Regis w Dorset. Odosobnione miasteczko w niczym nie przypomina Londynu, kobiety jednak nie narzekają na nudę. Margaret nie opuszcza ani jednego balu, Louise opiekuje się ogrodem ze stuletnim drzewem tulipanowca, a Elizabeth spaceruje po plaży. Podczas jednej z takich wędrówek znajduje skamieniałość: pierwszą, drugą, trzecią... Dumna z powstającej kolekcji, wybiera się do stolarza po gablotę; tam poznaje Mary, młodą dziewczynę bez trudu rozpoznającą różne typy amonitów.
Elizabeth twierdzi, że każdy ma jeden wiodący rys. U Margaret są to ręce, u Louise i Mary - oczy, ona sama zaś wyróżnia się wydatną żuchwą. Niestety! Wolałaby należeć do ludzi o wyrazistych oczach, oni bowiem zwracają największą uwagę na to, jak funkcjonuje świat. Wbrew własnym obawom Elizabeth wnikliwie obserwuje otoczenie i nie stroni od komentarzy: jej zdaniem rozgardiasz w warsztacie Anningów odzwierciedla nieład duchowy. Bywa też dowcipna. Powiedziawszy, że najbardziej ruchliwe u brata są brwi, przypomina o spoczywającej na nim odpowiedzialności za losy czterech sióstr - każdemu w takim położeniu ruszałyby się brwi.
Kolejne rozdziały, utrzymane w narracji pierwszoosobowej, naprzemiennie przybliżają czytelnikowi myśli głównych bohaterek, Elizabeth i Mary. Chevalier, o czym dowiadujemy się z posłowia (zakończonego obszernymi wskazówkami bibliograficznymi), opiera swoją powieść na faktach. Mary Anning była dziewiętnastowieczną zbieraczką skamieniałości. Znalazła kompletny szkielet ichtiozaura, plezjozaura oraz pterozaura, przyczyniając się tym samym do rozwoju paleontologii i zmiany sposobu myślenia o świecie.
Razem w milczeniu
To historia przyjaźni dwóch kobiet. Wydawałoby się, że dzieli je wszystko: niezamężna dama z klasy średniej i młoda dziewczyna utrzymująca się z pracy. Elizabeth dba o porządek, każdy okaz opatruje etykietką. Mary z kolei nie używa nazw linneańskich (ichtiozaura woli nazywać ichtkiem). Obie jednak porównują obcowanie ze znaleziskiem do odkrywania nowego świata. Tak, czasem zazdroszczą sobie nawzajem efektów pracy. Szukanie dziwów trawi człowieka jak głód - inne sprawy tracą znaczenie. Ale następnego dnia bohaterki znów idą na plażę, spacerują w milczeniu, podniesione na duchu obecnością przyjaciółki.
Ich znajomość opiera się na czymś więcej niż na wspólnej pasji. Elizabeth dostrzega w Mary bratnią duszę odznaczającą się bogatymi przeżyciami wewnętrznymi i skłonną do refleksji. Oglądając rozgwieżdżone niebo, Mary czuje się mała i pusta w środku. Dramatyczne wydarzenia boleśnie przypominają, że jest śmiertelna. Dziewczyna myśli o własnym ciele po śmierci: czy ona też zamieni się w kamień? Czego się dowie człowiek, gdy ją wykopie?
Zarówno Elizabeth, jak i Mary nie należą w pełni do lokalnej społeczności. Otwarcie lekceważą obowiązujące normy postępowania. Samotne wędrówki, przebywanie w towarzystwie osób o wyższej pozycji społecznej, dziwaczne zainteresowanie połączone z nieustającym poszerzaniem wiedzy - mieszkańcy Lyme, nie rozumiejąc podobnego zachowania, surowo osądzają tych, którzy się wyróżniają. Dlatego (między innymi) Joe Anning, starszy brat Mary, postanawia zająć się tapicerstwem. Pragnie poczucia bezpieczeństwa i sposobności, by stać się szanowanym człowiekiem.
Zajęcie, które nie przystoi damie
Powieść Chevalier jest również świadectwem niezwykłej pasji. Dwudziestopięcioletnia Elizabeth, przy nikłym prawdopodobieństwie zamążpójścia, potrzebuje jakiegoś hobby, żeby wypełnić czas. Przypadkowe znalezisko pomaga jej podjąć decyzję. Kto by się spodziewał takich rezultatów? Skamieliny, jak się okazuje, dostarczają szczególnej przyjemności: człowiek trzyma w rękach martwe od dawna ciało i zastanawia się nad przeszłością. Nieważne, że to zajęcie nie przystoi damie.
Odkrycie Mary ściąga na lokalne plaże geologów i dżentelmenów o zainteresowaniach geologicznych. Skamieniałości stają się modne. Każdy chce zdobyć własnego ichtiozaura, ale nie wszyscy szanują prawa znalazcy do okazu. Oprócz poszukiwaczy przybywają kolekcjonerzy. Czym oni się różnią? Kolekcjoner posiada gablotę z osobliwościami, w której umieszcza efekty pracy innych ludzi. Nie dysponuje rozległą wiedzą na temat swojej kolekcji; wystarczy, że dzięki tym kamieniom może uchodzić za człowieka światowego. Poszukiwacz zaś spędza w terenie całe godziny. Bada i porównuje poszczególne okazy, a potem wyciąga wnioski z obserwacji.
Może nie ma odpowiedzi
Czym właściwie są dziwy znajdowane na plaży? To czarcie dzieło, mawiają mieszkańcy Lyme, ze strachem spoglądając na zbiory Anningów. Obawy jednak nie zmniejszają ich ciekawości - usłyszawszy o wydobyciu czaszki, bez sprzeciwu płacą pensa i spieszą obejrzeć potwora. Dziedzic Henley natomiast nazywa amonity robakami. Właśnie w tej pozycji grzebiemy zmarłych, upiera się. Martwe robaki też zwijają się w kłębek.
Elizabeth z właściwą sobie dociekliwością zbiera informacje. Nie mamy do czynienia z krokodylem ani z żadnym znanym nam gatunkiem, uznaje po wielogodzinnych analizach. Stworzenie, którego szczątki odkryliśmy, już nie istnieje. Ale na tym nie koniec pytań. Czy to znaczy, że Bóg nie zaplanował, co zrobi ze wszystkimi zwierzętami? Jeśli pozwolił tym nieszczęśnikom wymrzeć, jakie są jego zamiary wobec ludzi? Czy i my mamy wymrzeć? Pełna rozterek, Elizabeth udaje się do pastora Jonesa. Duchowny, o czym się wnet przekonuje, nie podziela jej wątpliwości. Co myślę?, pyta. W ogóle o nich nie myślę.
Może nie ma odpowiedzi
Czym właściwie są dziwy znajdowane na plaży? To czarcie dzieło, mawiają mieszkańcy Lyme, ze strachem spoglądając na zbiory Anningów. Obawy jednak nie zmniejszają ich ciekawości - usłyszawszy o wydobyciu czaszki, bez sprzeciwu płacą pensa i spieszą obejrzeć potwora. Dziedzic Henley natomiast nazywa amonity robakami. Właśnie w tej pozycji grzebiemy zmarłych, upiera się. Martwe robaki też zwijają się w kłębek.
Elizabeth z właściwą sobie dociekliwością zbiera informacje. Nie mamy do czynienia z krokodylem ani z żadnym znanym nam gatunkiem, uznaje po wielogodzinnych analizach. Stworzenie, którego szczątki odkryliśmy, już nie istnieje. Ale na tym nie koniec pytań. Czy to znaczy, że Bóg nie zaplanował, co zrobi ze wszystkimi zwierzętami? Jeśli pozwolił tym nieszczęśnikom wymrzeć, jakie są jego zamiary wobec ludzi? Czy i my mamy wymrzeć? Pełna rozterek, Elizabeth udaje się do pastora Jonesa. Duchowny, o czym się wnet przekonuje, nie podziela jej wątpliwości. Co myślę?, pyta. W ogóle o nich nie myślę.
Starą panną nie chcę być
Pogodziłam się z samotnym życiem, mówi Elizabeth. Staropanieństwo było mi pisane - kogo zainteresowałaby nieładna, koścista i nazbyt poważna panna? Bohaterka nieustannie powraca myślami do kwestii małżeństwa. Robiąc zakupy, zastanawia się, czy sprzedawca próbuje wykorzystać kobietę pozbawioną męskiej opieki. Mogłaby, oczywiście, poprosić brata o pomoc, ale nie chce polegać na nim w każdej sprawie.
Mężatki charakteryzują się niezachwianym samozadowoleniem, które wynika z braku zmartwień dotyczących przyszłości. Widok Margaret kolejny raz tańczącej z Jamesem Footem zatem raduje pozostałe siostry. Niestety, James wkrótce opuszcza okolicę, uznawszy, że panny Philpot nie mają ani pieniędzy, ani pozycji. Wraz z najlepszą okazją zamążpójścia Margaret traci popularność wśród znajomych. Różnokolorowe turbany nie są już wyrazem śmiałości, zostają za to przykładem dziwactwa.
Mężatki charakteryzują się niezachwianym samozadowoleniem, które wynika z braku zmartwień dotyczących przyszłości. Widok Margaret kolejny raz tańczącej z Jamesem Footem zatem raduje pozostałe siostry. Niestety, James wkrótce opuszcza okolicę, uznawszy, że panny Philpot nie mają ani pieniędzy, ani pozycji. Wraz z najlepszą okazją zamążpójścia Margaret traci popularność wśród znajomych. Różnokolorowe turbany nie są już wyrazem śmiałości, zostają za to przykładem dziwactwa.
Kobiety nie mają wstępu na spotkania naukowe poświęcone odnalezionym skamieniałościom. Nazwiska Mary nie umieszczą w pismach akademickich czy książkach, ludzie zapomną o Anningach, martwi się Elizabeth. Zmuszony przez nią, jeden z organizatorów w kilku słowach wyraża wdzięczność dla zbieraczki. Tylko tyle. Zdawkowe podziękowania, które utoną w zalewie zachwytów nad ichtiozaurem.
Utonęły?
Utonęły?
Tracy Chevalier, Dziewczyna z muszlą, s. 400, Wyd. Albatros, Poznań 2011
Etykiety:
dawno temu,
powieść biograficzna,
siostrzeństwo,
ten obcy,
Tracy Chevalier




