Biada łakomczuchom, które zabłądzą w słowiańskiej puszczy! Kiedy już po raz trzeci miną ten sam świerk i zatęsknią za rodzicami, niespodziewanie wywęszą domek z piernika albo małą, waniliową chatkę na kurzej stopie. Ich los będzie wówczas przesądzony; nieważne, czy zliżą lukier ze ścian, poczęstują się bakaliami w czekoladzie, niby przypadkiem zostawionymi w sieni, czy jedynie nadgryzą chrupiący dach. Żadne dzieci nie poprzestaną na spróbowaniu. Najadłszy się do syta, szybko zasną. A gdy nad ranem wróci Baba Jaga, chuda mimo obżarstwa i mądra mimo ślepoty, ugotuje je w kotle i pożre, jedno za drugim. Solone niedowiarki smakują ponoć najlepiej.
Bies by się uśmiał
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą baśniologia dla średniozaawansowanych. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą baśniologia dla średniozaawansowanych. Pokaż wszystkie posty
W Krainie Czarów dzieci nie grymaszą
Nigdy nie lekceważ czegoś, co jest pomarańczowe: ani marmolady, ani tablicy informacyjnej. Nie zamykaj oczu, ujrzawszy dziewczynkę w dyniowej sukience. Nie mrugaj. Inne kolory płowieją, ale morelowe łakomstwo trwa wiecznie (przegrywa z nim nawet wschodzące słońce). Jesienią, kiedy głód się nasila, kapitulują liście. Między drzewami rozbrzmiewa marchewkowy śmiech, dziecięcy i zdradliwy. Nie łudź się, w Krainie Czarów serca więdną jak kwiaty.
Ciągnie wiedźmę do lasu
W pewnej wieży mieszka Smok, który porywa dziewczęta. Żadnej nie pożera – po dziesięciu latach opuszczają one dolinę bogatsze i ładniejsze, niż były; nie wracają już do domu. Historia wciąż się powtarza. Mieszkańcy nie protestują, bo Smok broni ich przed Borem. Spodziewają się, że następną ofiarą zostanie Kasia, równie niezwykła, co poprzedniczki, czarodziej chwyta jednak niezdarną, wiecznie umorusaną Agnieszkę i znika, nim zdążą się pożegnać.
Miłość plathoniczna
Sylvia dużo czyta, ale na tym nie poprzestaje – szuka książkowych przygód poza książkami. Odgrywa (nie)typowe sceny, po czym je zapisuje, zacierając granicę między fikcją a rzeczywistością. Śmieje się zbyt głośno, flirtuje zbyt często (książęta rozczarowują; następny rozdział dopiero powstaje, nie można więc sprawdzić, czy bal się uda), ryzykuje zbyt wiele. Gdyby żyła w baśniowym świecie, byłaby jednocześnie wiedźmą, smoczycą i królewną.
Kat i Małgosia
Wiesz, co się dzieje z niegrzecznymi dziewczynkami, które nie słuchają dorosłych? Gubią się w ciemnym lesie i płaczą. A potem, zasnąwszy pod kwitnącą fasolą, tracą rozum. Idą tam, gdzie kruki wydziobują oczy, albo nadgryzają cukrowe okiennice. Jedzą, aż im się uszy trzęsą. Rankiem wraca czarownica i historia dobiega końca. Niegrzeczne dziewczynki krzyczą, ale żadna wróżka nie nadlatuje. Myślisz, że uciekną? Bądź grzeczna, to wszystko się ułoży.
Skarga (na) macochy
Była złą macochą. Dumną i zarozumiałą. Nie mogąc wykarmić dzieci, porzuciła je w lesie. (Ojciec się zgodził). Rozkazała myśliwemu, aby zabił pasierbicę, zazdrościła bowiem dziewczynie urody. (Ojciec milczał). Zmuszała do ciężkiej pracy, drwiła, przezywała. (Ojciec nie reagował). Kochała tylko własną córkę, brzydką i leniwą, ale rodzoną.
Skrzynia pełna robaków, zaproszenie na ślub znienawidzonej królewny, niekończący się taniec w rozżarzonych trzewikach – taką to nagrodę odebrała zła macocha za swoje czyny. Zniknęła, nieszukana przez nikogo, albo spłonęła wśród przeraźliwych wrzasków. Przegrała. I nie zaznało spokoju jej nikczemne serce.
Co, jeśli pasierbica jest wampirzycą, królowa natomiast ochrania poddanych (Tanith Lee, Red as Blood, or Tales from the Sisters Grimmer)? Bianka wystrzega się luster i nie opuszcza komnat, dopóki nie zajdzie słońce. Wyglądem przypomina upiora: skóra biała jak śnieg, usta czerwone jak krew, włosy czarne jak heban. Opowiadając, Lee uwydatnia czerwień, podczas gdy bracia Grimm podkreślają biel (zazwyczaj symbolizującą czystość, niewinność).
Neil Gaiman również zauważa, że królewna żywi się krwią – najpierw ojca, potem mieszkańców lasu (zob. Szkło, śnieg i jabłka). Poznawszy rodzinny sekret, macocha rozpoczyna desperacką walkę. Próby zgładzenia potwora jednak nie przynoszą rezultatów. Bohaterka (i narratorka zarazem; Gaiman, zaznaczmy, oddaje głos władczyni) umiera, a wraz z nią ginie prawda. Baśnie piszą zwycięzcy.
Skąd się wzięły plotki o zazdrości? Topaz (Dodie Smith, Zdobywam zamek) doradza pasierbicom, one zaś odwzajemniają zaufanie. Kobiety, twierdzą zgodnie, muszą trzymać się razem. Kiedy więc Rose wybiera się na przyjęcie u bogatych Cottonów, Topaz życzy jej wszystkiego dobrego. Uśmiechnięta, przygotowuje elegancką sukienkę dla dziewczyny. Nie stroi się – ten wieczór należy do Rose.
Każdej macosze dokucza samotność. Synowie dorosną i zajmą się gospodarstwem (lub polegną podczas długotrwałych wojen), córki wezmą ślub. Uczucie męża, początkowo niewidzącego świata poza nową królową, niebawem osłabnie. Tymczasem miłość ojcowska wzrośnie. Dziwactwa ukochanej jedynaczki zostaną wybaczone (nie znosi słońca, bo ma wrażliwą cerę, biedactwo), zachcianki spełnione. Cień pierwszej żony, niezapomnianej pani domu, przyćmi dokonania następczyni.
Jedynie przyjaźń z pasierbicą uszczęśliwia bohaterkę. Jolanda uwielbia Magadin, Magadin uwielbia Jolandę (Catherynne M. Valente, Opowieści sieroty). Im częściej rozbrzmiewa śmiech macochy, tym szybciej blednie wspomnienie zmarłej matki. Jolanda przekazuje ulubienicy wiedzę magiczną, a Magadin naśladuje charyzmatyczną mistrzynię.
Neil Gaiman również zauważa, że królewna żywi się krwią – najpierw ojca, potem mieszkańców lasu (zob. Szkło, śnieg i jabłka). Poznawszy rodzinny sekret, macocha rozpoczyna desperacką walkę. Próby zgładzenia potwora jednak nie przynoszą rezultatów. Bohaterka (i narratorka zarazem; Gaiman, zaznaczmy, oddaje głos władczyni) umiera, a wraz z nią ginie prawda. Baśnie piszą zwycięzcy.
Skąd się wzięły plotki o zazdrości? Topaz (Dodie Smith, Zdobywam zamek) doradza pasierbicom, one zaś odwzajemniają zaufanie. Kobiety, twierdzą zgodnie, muszą trzymać się razem. Kiedy więc Rose wybiera się na przyjęcie u bogatych Cottonów, Topaz życzy jej wszystkiego dobrego. Uśmiechnięta, przygotowuje elegancką sukienkę dla dziewczyny. Nie stroi się – ten wieczór należy do Rose.
Każdej macosze dokucza samotność. Synowie dorosną i zajmą się gospodarstwem (lub polegną podczas długotrwałych wojen), córki wezmą ślub. Uczucie męża, początkowo niewidzącego świata poza nową królową, niebawem osłabnie. Tymczasem miłość ojcowska wzrośnie. Dziwactwa ukochanej jedynaczki zostaną wybaczone (nie znosi słońca, bo ma wrażliwą cerę, biedactwo), zachcianki spełnione. Cień pierwszej żony, niezapomnianej pani domu, przyćmi dokonania następczyni.
Jedynie przyjaźń z pasierbicą uszczęśliwia bohaterkę. Jolanda uwielbia Magadin, Magadin uwielbia Jolandę (Catherynne M. Valente, Opowieści sieroty). Im częściej rozbrzmiewa śmiech macochy, tym szybciej blednie wspomnienie zmarłej matki. Jolanda przekazuje ulubienicy wiedzę magiczną, a Magadin naśladuje charyzmatyczną mistrzynię.
Gdzie książę nie pomoże, tam macochę poślij. O ile czarnoksiężnicy przeprowadzają okrutne eksperymenty, gnębią wieśniaków i szukają niewolnic, o tyle czarownice (pamiętajcie: macochy zawsze są czarownicami) nie szkodzą niewinnym, rzucają zaklęcia obronne. Szkolą czasem adeptki, którym powierzają sekrety swojego rzemiosła. Oczarowują mężczyzn.
Nie stoją całymi dniami przed lustrem – warzą mikstury, malują, jednoczą królestwa. Wykształcone (mówią „speculum, speculum” zamiast „lustereczko, lustereczko”) i przebiegłe, sprawują pieczę nad krainą. Marzenia nie przysłaniają im rzeczywistości. Choć tęsknią za rodziną, sumiennie wykonują obowiązki. Szorują podłogę, aż będzie czysta. Chcą czuć się potrzebne.
Los nie oszczędza złotowłosej Indis (J. R. R. Tolkien, Silmarillion). Pasierb jej unika, mąż, rozdarty między dwiema elfkami, nieżyjącą i żyjącą, zajmuje się wyłącznie synem. Potomni oskarżają: gdyby nie obecność Indis, historia rodu potoczyłaby się inaczej, sprawy przybrałyby lepszy obrót (przeczą temu zasługi Galadrieli, wnuczki Indis).
Nie stoją całymi dniami przed lustrem – warzą mikstury, malują, jednoczą królestwa. Wykształcone (mówią „speculum, speculum” zamiast „lustereczko, lustereczko”) i przebiegłe, sprawują pieczę nad krainą. Marzenia nie przysłaniają im rzeczywistości. Choć tęsknią za rodziną, sumiennie wykonują obowiązki. Szorują podłogę, aż będzie czysta. Chcą czuć się potrzebne.
Los nie oszczędza złotowłosej Indis (J. R. R. Tolkien, Silmarillion). Pasierb jej unika, mąż, rozdarty między dwiema elfkami, nieżyjącą i żyjącą, zajmuje się wyłącznie synem. Potomni oskarżają: gdyby nie obecność Indis, historia rodu potoczyłaby się inaczej, sprawy przybrałyby lepszy obrót (przeczą temu zasługi Galadrieli, wnuczki Indis).
Strzeżcie się macochy, mawia piastunka. Gdy przyjedzie, skończą się dobre czasy, skończą się ciastka i wygody, same zobaczycie. Ale druga żona króla okazuje się cichą, łagodną kobietą, wystraszoną bardziej niż dziewczynki oczekujące złośliwej jędzy (C. S. Lewis, Dopóki mamy twarze). Boi się nieznajomych, obcej ziemi, małżeństwa. Boi się i wkrótce, wyczerpana porodem, umiera.
Była macochą. Złą, dopiszą baśniopisarze.
Była macochą. Złą, dopiszą baśniopisarze.
Etykiety:
baśniologia dla średniozaawansowanych,
macocha
Nie zabijaj smoka
Smok nie ma łatwego życia. Gdzie nie osiądzie, tam wkrótce dotrze młodzieniec spragniony rycerskiej sławy. Zakradnie się nocą i odetnie łeb. Przygniecie wielkimi głazami, przebije włócznią. Napiwszy się wody z magicznego źródła, okiełzna bestię. Jeśli nie orężem, to podstępem pokona. Wypcha owcę, smoczy przysmak, siarką i smołą.
Smokobójcę czeka powszechne uznanie. Poeci, pełni podziwu dla swego dobroczyńcy, ułożą pieśni opiewające zwycięstwo. Władca wyda ucztę na cześć bohatera, ofiaruje mu majątek i rękę pięknej królewny. Smokobójstwo uszczęśliwia poddanych, nie jest bowiem zbrodnią, lecz heroicznym wyczynem. Zeznania świadków stają się opowieścią powtarzaną wieczorami, opowieść zaś przybiera kształt legendy o dzielnym wojowniku i złym smoku.
Nie kłam. Nie taki smok straszny, jak go malują. Woli pożywiać się zwierzętami niż ludzkim mięsem (chyba że samo do niego przyjdzie, uzbrojone i hałaśliwe). Siorbie, pijąc benzynę. Rykiem oznajmia tęsknotę za rodzicami (obława siedmiokrotnie zwiększa liczbę osieroconych smocząt). Przygnębiony niekorzystnym wizerunkiem, próbuje sprostać oczekiwaniom krewnych. Stacza – ku radości gawiedzi – zaplanowane wcześniej pojedynki (Kenneth Grahame, Opieszały smok).
Smoki, pisze Heinlein, wyróżniają się inteligencją i nienagannymi manierami. Nie tłuką filiżanek. Przyjmują imiona zasłużonych naukowców (np. Izaak Newton, Karol Darwin, madame Curie), by usprawnić komunikację międzygatunkową. Przeraźliwie miłe, wrażliwe i głodne wiedzy. Wytrwale uczą się niuansów języka angielskiego.
Niektóre czytują poezję, inne – niczym Fingard (John Morressy, Głos dla księżniczki) – mówią wierszem. A kiedy panuje bezprawie, zawsze oskarża się smoka-wierszokletę. Winny, brzmi wyrok. Morderca, podpalacz. Chłopi, skuszeni wizją złota, gromadzą broń. Tymczasem Fingard odpiera zarzuty. Ani on groźny, ani bogaty. Przestępstwa są dziełem wojowników, nie skrzydlatego monstrum terroryzującego okolicę.
Starczy głos, właściwy stworzeniom widzącym początek i koniec, potwierdza smoczą mądrość. Bestia – zdaniem Gardnera (zob. Grendel) – wie wszystko. Wyśmiewa ludzkie poznanie, nazywając je fragmentarycznym, relatywnym, skończonym. Ta filozoficzna tyrada, przerywana szyderczym rechotem, porusza Grendela. Ile zrozumiał, trudno ocenić. Jedno zapamięta: każda społeczność wymaga potwora, którego następnie zgładzi bohater.
Smoki, choć los im zazwyczaj nie sprzyja, przynoszą szczęście. Serdeczny i lojalny, Falkor (Michael Ende, Niekończąca się historia) stanowi idealnego towarzysza podróży. Nigdy, nawet otruty jadem Ygramula, nie traci nadziei. Działania małych, opiekuńczych duchów ochrzczonych pukisami natomiast przysparzają domownikom korzyści materialnych.
Ród zmiennokształtnych jeszcze nie wymarł. Kobiety-smoki lub smoki-kobiety (m.in. Tehanu, Irian), decyzję zostawiam zainteresowanym, wędrują po świecie i rozwiązują spory. Istnieją także zaklęci królewicze, niegdyś zachwycający urodą. Ujrzawszy więc krwawiącą bestię, nie uciekaj. Opiekuj się nią, aż pewnego dnia wyzna ci miłość i poniesie w przestworza.
Wśród nieustraszonych pogromczyń znajdują się księżniczki. Doskonalą sztukę władania bronią, a potem walczą u boku narzeczonego. Zwyciężają dzięki dobroci (Edith Nesbit, Ostatni smok) i sprytowi (Robert Munsch, Księżniczka w papierowej torbie). Przykładowo, Elżbieta, wykorzystując zarozumialstwo smoka, uwalnia grymaśnego Ronalda.
Smoki, pisze Heinlein, wyróżniają się inteligencją i nienagannymi manierami. Nie tłuką filiżanek. Przyjmują imiona zasłużonych naukowców (np. Izaak Newton, Karol Darwin, madame Curie), by usprawnić komunikację międzygatunkową. Przeraźliwie miłe, wrażliwe i głodne wiedzy. Wytrwale uczą się niuansów języka angielskiego.
Niektóre czytują poezję, inne – niczym Fingard (John Morressy, Głos dla księżniczki) – mówią wierszem. A kiedy panuje bezprawie, zawsze oskarża się smoka-wierszokletę. Winny, brzmi wyrok. Morderca, podpalacz. Chłopi, skuszeni wizją złota, gromadzą broń. Tymczasem Fingard odpiera zarzuty. Ani on groźny, ani bogaty. Przestępstwa są dziełem wojowników, nie skrzydlatego monstrum terroryzującego okolicę.
Starczy głos, właściwy stworzeniom widzącym początek i koniec, potwierdza smoczą mądrość. Bestia – zdaniem Gardnera (zob. Grendel) – wie wszystko. Wyśmiewa ludzkie poznanie, nazywając je fragmentarycznym, relatywnym, skończonym. Ta filozoficzna tyrada, przerywana szyderczym rechotem, porusza Grendela. Ile zrozumiał, trudno ocenić. Jedno zapamięta: każda społeczność wymaga potwora, którego następnie zgładzi bohater.
Smoki, choć los im zazwyczaj nie sprzyja, przynoszą szczęście. Serdeczny i lojalny, Falkor (Michael Ende, Niekończąca się historia) stanowi idealnego towarzysza podróży. Nigdy, nawet otruty jadem Ygramula, nie traci nadziei. Działania małych, opiekuńczych duchów ochrzczonych pukisami natomiast przysparzają domownikom korzyści materialnych.
Ród zmiennokształtnych jeszcze nie wymarł. Kobiety-smoki lub smoki-kobiety (m.in. Tehanu, Irian), decyzję zostawiam zainteresowanym, wędrują po świecie i rozwiązują spory. Istnieją także zaklęci królewicze, niegdyś zachwycający urodą. Ujrzawszy więc krwawiącą bestię, nie uciekaj. Opiekuj się nią, aż pewnego dnia wyzna ci miłość i poniesie w przestworza.
Wśród nieustraszonych pogromczyń znajdują się księżniczki. Doskonalą sztukę władania bronią, a potem walczą u boku narzeczonego. Zwyciężają dzięki dobroci (Edith Nesbit, Ostatni smok) i sprytowi (Robert Munsch, Księżniczka w papierowej torbie). Przykładowo, Elżbieta, wykorzystując zarozumialstwo smoka, uwalnia grymaśnego Ronalda.
Smocze miłości kończą się tragedią. Żaltis – niech los jego będzie przestrogą – pada ofiarą nienawistnych szwagrów. Urzeczony śpiewem Egle, coraz częściej opuszcza podwodne pałace. Mimo wątpliwości zakochani biorą ślub. Żaltis okazuje się wyrozumiałym mężem; nie odmawia stęsknionej dziewczynie powrotu na powierzchnię. Bracia Egle jednak nie odpłacają życzliwością za życzliwość i natychmiast mordują nieszczęśnika.
Nie kradnij. Owszem, smok bywa łaskawy. Respektuje obyczaj dworski. Bezinteresowną pomoc nagradza przysługą. Ale nie lubi złodziei plądrujących legowiska. Lepiej się ukłonić, pochwalić zgromadzone kosztowności i odejść. Zuchwalcy, co wzięli drogocenną koronę Żmija, rychło zginęli.
Nie kradnij. Owszem, smok bywa łaskawy. Respektuje obyczaj dworski. Bezinteresowną pomoc nagradza przysługą. Ale nie lubi złodziei plądrujących legowiska. Lepiej się ukłonić, pochwalić zgromadzone kosztowności i odejść. Zuchwalcy, co wzięli drogocenną koronę Żmija, rychło zginęli.
Nie zabijaj.
Czarodziejka (ze) słów
Do Sikri przybywa nieznajomy i zna on tajemnicę przeznaczoną dla uszu cesarza. Jak na obcokrajowca przystało, wyróżnia się ubiorem – nosi płaszcz złożony z samych kieszeni. Nikt, nawet mądry Birbal, nie wie, co to za jeden. Uccello, wyborny sztukmistrz, albo Mogor dell'Amore, złodziej udający angielskiego ambasadora, albo Vespucci, gawędziarz, którego opowieści zatruwają myśli władcy.
Człowiek o trzech imionach zostaje – ku niezadowoleniu księcia Salima – nowym doradcą Akbara. Cesarz, polubiwszy młodzieńca, zwierza się mu z rozczarowania mistykami. Nie ufa synowi, następca tronu dorośnie i zwróci się przeciwko ojcu, jak to następcy tronu mają w zwyczaju. Tymczasem bajarz wzbudza powszechną sympatię. Czyżby rzucił urok na mieszkańców?
Człowiek o trzech imionach zostaje – ku niezadowoleniu księcia Salima – nowym doradcą Akbara. Cesarz, polubiwszy młodzieńca, zwierza się mu z rozczarowania mistykami. Nie ufa synowi, następca tronu dorośnie i zwróci się przeciwko ojcu, jak to następcy tronu mają w zwyczaju. Tymczasem bajarz wzbudza powszechną sympatię. Czyżby rzucił urok na mieszkańców?
Czarodziejka, nie czarownica
Niech was nie zwiedzie tytuł, Rushdie opisuje nie jedną, lecz wiele czarodziejek. Qara Köz inspiruje nadwornych artystów, Mohini uwodzi zapachem (jej perfumy przechytrzą straże i utorują przybyszowi drogę do pałacu), Alessandra natomiast, nieulegająca nadnaturalnym wpływom mandragory, obmyśla karę dla zbyt śmiałych zalotników.
Rankiem strażniczka uciśnionych, wieczorem – zła czarownica. Ludzie uwielbiają Angelikę, dopóki nie wysycha rzeka. Tłum, zdezorientowany w obliczu katastrofy (w krajach śródziemnomorskich woda jest prawdziwą monarchinią), gromadzi się pod domem cudzoziemki. Diablica, wrzeszczą ci, co niedawno donosili o cudach dokonywanych przez wspaniałomyślną boginię. Zamierza zniszczyć nasze florenckie szczęście.
Czarodziejka (ze) słów
Potężne czary nie wymagają mikstur ani różdżek, podstawą wszelkich praktyk magicznych są inkantacje. Gawędziarstwo stanowi sztukę tajemną, słowa bowiem przemieniają tęsknotę w złoto, a złoto w tęsknotę. Imiona, najgroźniejsze spośród zaklęć, odznaczają się szczególną mocą. Jeśli nie pasują do nazwanego, nabierają niszczycielskiej siły. Dlatego Hiran (hiran, czyli jeleń), ulubiony słoń cesarza, po długotrwałych zmaganiach traci rozum.
Każdy bohater odgrywa, choćby na kilku stronach, rolę narratora. Przytłoczeni ponurą codziennością, chłopcy dzielą się opowieściami pełnymi przygód, pięknych dziewcząt oraz piratów. Dorastając w słowach, zdobywają miano niezrównanych wojowników. Mierzą się z potworami i przeżywają, by – niczym Szeherezada – kontynuować historię następnego dnia. Olbrzyma zastępuje okrutny korsarz, księżniczkę zaś czarodziejka. Prędko, trzeba zrobić miejsce kolejnym osobom, jeszcze wspanialszym i jeszcze dziwniejszym.
Książka przypomina labirynt, w którym ukryto więcej opowieści, niż chcielibyście usłyszeć. Budowla ulega ciągłym metamorfozom; postacie (m.in. Mohini, Qara Köz) wędrują między historiami, nie przejmując się prawdopodobieństwem. Rushdie wznosi tę konstrukcję, wykorzystując rzeczywiste wydarzenia (np. opuszczenie stolicy, pierwsze małżeństwo Salima) i motywy baśniowe. Nocą cesarz – śladami Haruna ar-Raszida, słynnego kalifa – przemierza ulice miasta, Medyceusze z kolei posiadają zaczarowane zwierciadło, gotowe ukazać twarz przyszłej ukochanej.
Czarodziejka (ze) snów
Ze snami nigdy nic nie wiadomo. Nie sposób dostrzec, gdzie kończy się sen i zaczyna jawa. Kiedy zapada zmierzch, mieszkańcy fantazjują o zaginionej księżniczce. Ubogiej prostytutce ukazuje się ona jako uosobienie kobiecości, starej księżnej jako niezależna podróżniczka. Akbar, zwany cesarzem marzeń, również pogrąża się w letargu.
Nie brakuje tutaj artystów uzurpujących sobie boskie prawa. Daśwanth, pracujący nad malowidłami przedstawiającymi dzieje zapomnianej krewnej Akbara, mizernieje i mizernieje, aż pewnego ranka znika. Zapomniana krewna ożywa, podczas gdy malarz przenosi się na obraz. Cud ten jednak nie dorównuje osiągnięciom samego Akbara. Władca wykrada zalety małżonek (urodę, wiarę, bogactwa), dodaje lojalność i troskliwość, po czym stwarza żonę idealną, acz nieistniejącą. Im bardziej jej pragnie, tym szybciej bije wymyślone serce. Dopiero imię, niewymawiane przez zazdrosne rywalki, przypieczętowuje akt kreacji.
Nie brakuje tutaj artystów uzurpujących sobie boskie prawa. Daśwanth, pracujący nad malowidłami przedstawiającymi dzieje zapomnianej krewnej Akbara, mizernieje i mizernieje, aż pewnego ranka znika. Zapomniana krewna ożywa, podczas gdy malarz przenosi się na obraz. Cud ten jednak nie dorównuje osiągnięciom samego Akbara. Władca wykrada zalety małżonek (urodę, wiarę, bogactwa), dodaje lojalność i troskliwość, po czym stwarza żonę idealną, acz nieistniejącą. Im bardziej jej pragnie, tym szybciej bije wymyślone serce. Dopiero imię, niewymawiane przez zazdrosne rywalki, przypieczętowuje akt kreacji.
Czarodziejka samej siebie
Bohaterów nie zadowala bycie, próbują się stawać. Cesarz posługuje się liczbą mnogą, rozważa zatem gramatyczne zagadnienie bytu. Czy istnieje poza dziedzictwem wielkich przodków, poza sumą zwycięstw? Wysłuchawszy bajarza, zauważa też problem cudzoziemskości, inspirującej i/lub destrukcyjnej. Dźodha, zrodzona z potrzeb cesarskich, zazwyczaj przytakuje swojemu stworzycielowi, ale wolałaby się uniezależnić.
Motyw zwierciadła nieustannie powraca. Kształtując własną tożsamość, Akbar rzeczywisty przegląda się w obrazach demonstrujących podboje Akbara urojonego. Księżniczka i służąca, przywodzące na myśl słońce i księżyc, razem są Angeliką, a głos Angeliki odbija się echem wśród rozdziałów niekończącej się historii.
Do Florencji przybywa nieznajoma i zna ona wiele tajemnic.
Salman Rushdie, Czarodziejka z Florencji, s. 398, Rebis, Poznań 2010
Wszystkie wiedźmy są niegodziwe
Na złe czarownice się poluje. Wysyła jednego śmiałka albo całą armię złożoną z jednorożców, centaurów i olbrzymów, aby raz na zawsze pokonać te kobiety. Przebija mieczem, najlepiej poświęconym. Wpycha do pieca i – szybko, zanim się wydostaną – zatrzaskuje drzwi. Przygniata domem z Kansas.
A kiedy zła czarownica umiera, nikt nie zalewa się łzami. Nikt nie patrzy na twarz zastygłą w grymasie przerażenia lub zdumienia. Nie sadzi kwiatów na grobie. Poddanych ogarnia zadowolenie, śmierć wiedźmy bowiem przywraca krainie utracone szczęście. Jak ona chciała pożreć dziecko i serce gwiazdy, tak teraz historia pożre jej imię. Ludzie zapamiętają jedynie Złą Czarownicę.
A kiedy zła czarownica umiera, nikt nie zalewa się łzami. Nikt nie patrzy na twarz zastygłą w grymasie przerażenia lub zdumienia. Nie sadzi kwiatów na grobie. Poddanych ogarnia zadowolenie, śmierć wiedźmy bowiem przywraca krainie utracone szczęście. Jak ona chciała pożreć dziecko i serce gwiazdy, tak teraz historia pożre jej imię. Ludzie zapamiętają jedynie Złą Czarownicę.
Elfaba Thropp
Powiadają, że zaraz po urodzeniu odgryzła palec akuszerki. Co to za niemowlę, co pije krew zamiast mleka matki? Właśnie, matka. Podobno nienawidziła swojej zgniłozielonej córki, różnymi sposobami próbowała wybielić skórę dziewczynki. Jedni mówią o tragicznym dzieciństwie, inni o braku szczęścia w miłości. Urodziła się półelfką albo uzależniła od leków. Despotyczna władczyni albo rzeczniczka ciemiężonych (Zwierząt, plemienia Arjików). Staropanieńska ciotka w pożyczonym kapeluszu. Kumbrycka Wiedźma w brązowym płaszczu z kapturem. Wzgardzona, brzydka, zła. Słowem, czarownica. Kto widział jedną, ten zna wszystkie.
Bohaterowie powieści zastanawiają się, na czym polega zło. Pastor prokuruje dowody na jego istnienie, pragnąc nawrócić sąsiadów. Elfaba, walcząca o prawa dla uciśnionych, odrzuca ideę indywidualnej winy. Nie da się przecież ocalić miasta, oszczędzając każdego niewinnego przechodnia (jeśli bogacza czerpiącego korzyści z represyjnych ustaw można nazwać niewinnym). Zło to nieobecność dobra i Nienazwanego Boga (zdaniem unionistów). Wczesna faza rozwoju moralnego (zdaniem absolwenta uniwersytetu w Sziz). Czyn, nie chęć. Uczeni debatują, biedacy nie potrzebują wyjaśnień. W podaniach ludowych zło wyprzedza dobro, czarownica musi najpierw porwać dziewczynę, by książę wyruszył na ratunek.
Maguire wnikliwie opisuje świat, gdzie zakręt drogi brukowanej żółtą kostką, znanej nam z utworów Bauma, przypomina pętlę szubienicy. Rojaliści schodzą do podziemia, władzę obejmuje Czarnoksiężnik. Dowiedziawszy się o pokładach rubinów w Kwadlingu, osusza bagna i wypędza miejscową ludność. Zabrania Zwierzętom pracy w sektorze publicznym. W całym Oz panuje chaos: poważni unioniści konkurują z magią uliczną, SztormSiły wdzierają się do domów o trzeciej nad ranem, Manczkinowie natomiast zamierzają powołać niezależne państwo.
Bohaterowie powieści zastanawiają się, na czym polega zło. Pastor prokuruje dowody na jego istnienie, pragnąc nawrócić sąsiadów. Elfaba, walcząca o prawa dla uciśnionych, odrzuca ideę indywidualnej winy. Nie da się przecież ocalić miasta, oszczędzając każdego niewinnego przechodnia (jeśli bogacza czerpiącego korzyści z represyjnych ustaw można nazwać niewinnym). Zło to nieobecność dobra i Nienazwanego Boga (zdaniem unionistów). Wczesna faza rozwoju moralnego (zdaniem absolwenta uniwersytetu w Sziz). Czyn, nie chęć. Uczeni debatują, biedacy nie potrzebują wyjaśnień. W podaniach ludowych zło wyprzedza dobro, czarownica musi najpierw porwać dziewczynę, by książę wyruszył na ratunek.
Maguire wnikliwie opisuje świat, gdzie zakręt drogi brukowanej żółtą kostką, znanej nam z utworów Bauma, przypomina pętlę szubienicy. Rojaliści schodzą do podziemia, władzę obejmuje Czarnoksiężnik. Dowiedziawszy się o pokładach rubinów w Kwadlingu, osusza bagna i wypędza miejscową ludność. Zabrania Zwierzętom pracy w sektorze publicznym. W całym Oz panuje chaos: poważni unioniści konkurują z magią uliczną, SztormSiły wdzierają się do domów o trzeciej nad ranem, Manczkinowie natomiast zamierzają powołać niezależne państwo.
Historia należy do dwóch sióstr, przepowiada Yakla. Nie myli się – Elfaba i Nessaroza odegrają dużą rolę w nadchodzących zdarzeniach. Skąd pewność, że nie są pionkami w czyjejś grze? Elfaba porzuca uczelnię, wstępuje do ruchu oporu. Czegokolwiek nie zrobi, odczuwa własną bezsilność. Żadne przedsięwzięcie – czy to z powodu klątwy, czy błędnych decyzji – nie kończy się sukcesem. Tytuł, który przypada siostrom w udziale, częściowo wynika z dominujących nastrojów społecznych. Nie sposób oddzielić losów jednostki od polityki.
Chuda, zgarbiona Elfaba, córka Meleny i Freksa, unionistycznego pastora. Zielona jak grzech, zdeterminowana jak śmierć. Panna Elfi, studentka niewystawiająca nosa zza książek. Fi, buntowniczka, drobny skurcz mięśnia w większym organizmie. Szuka przepisu na obalenie reżimu. Milcząca siostra w towarzystwie chłopca (syna?). Cioteczka z pszczołami, gaworzącą małpką i (zaczarowaną?) miotłą. Elfaba – Elfi – Fi. W ostatnich latach po prostu Zła Czarownica z Zachodu.
Diabolina
Kiedy wojska Henryka, owładnięte wizją niewyobrażalnych bogactw, atakują Wrzosowiska, z otaczającej je mgły wyłania się rogata postać ze skrzydłami. Król nie ma wątpliwości: to czarownica, a czarownice należy zabijać. Ten, kto pokona wiedźmę, po śmierci monarchy otrzyma koronę.
Poddani plotkują o strumieniach pełnych klejnotów i pięknych wróżkach. Oklaskami nagradzają efekciarskie sztuczki, ale boją się magii. Mieszkańcy Wrzosowisk, świadomi ludzkiej chciwości, również niechętnie spoglądają na zbliżających się pasterzy. Nieustająca wojna nie sprzyja przyjaźniom. Pokonanie jednego władcy nie przynosi rezultatów, wkrótce nadchodzi kolejny – z nową armią i tą samą zachłannością w oczach. Rozpoczynając rozmowy pokojowe, Hermia oraz Lysander (imiona zapożyczone ze Snu nocy letniej), rodzice Diaboliny, żywią nadzieję na przerwanie zaklętego kręgu wydarzeń.
Splątane gałęzie tworzą dach dla rozpościerających się pod nimi ziem. W centrum czarodziejskiego świata, w zagajniku tętniącym niespożytą energią, stoi Jarzębina. Oto Wrzosowiska, ojczyzna magicznych stworzeń. Znajdziecie tu jeżowróżki i rogate trolle, rodzinę smutniaków o wiecznie zmarszczonych czołach i czterometrowych strażników, co – niczym tolkienowskie enty – bronią lasu. Czy człowiek może docenić naturę? Nie, odpowiedziałyby wróżki. Ludzie potrafią tylko ścinać drzewa. Diabolina jednak nie słucha przestróg i pomaga złodziejowi złapanemu w stawie.
Poddani plotkują o strumieniach pełnych klejnotów i pięknych wróżkach. Oklaskami nagradzają efekciarskie sztuczki, ale boją się magii. Mieszkańcy Wrzosowisk, świadomi ludzkiej chciwości, również niechętnie spoglądają na zbliżających się pasterzy. Nieustająca wojna nie sprzyja przyjaźniom. Pokonanie jednego władcy nie przynosi rezultatów, wkrótce nadchodzi kolejny – z nową armią i tą samą zachłannością w oczach. Rozpoczynając rozmowy pokojowe, Hermia oraz Lysander (imiona zapożyczone ze Snu nocy letniej), rodzice Diaboliny, żywią nadzieję na przerwanie zaklętego kręgu wydarzeń.
Splątane gałęzie tworzą dach dla rozpościerających się pod nimi ziem. W centrum czarodziejskiego świata, w zagajniku tętniącym niespożytą energią, stoi Jarzębina. Oto Wrzosowiska, ojczyzna magicznych stworzeń. Znajdziecie tu jeżowróżki i rogate trolle, rodzinę smutniaków o wiecznie zmarszczonych czołach i czterometrowych strażników, co – niczym tolkienowskie enty – bronią lasu. Czy człowiek może docenić naturę? Nie, odpowiedziałyby wróżki. Ludzie potrafią tylko ścinać drzewa. Diabolina jednak nie słucha przestróg i pomaga złodziejowi złapanemu w stawie.
Miłośnicy Śpiącej królewny z pewnością dostrzegą przeobrażenia, jakim uległa baśń. Diaval, kruk zmieniający postać na życzenie swej pani, niebawem zostaje równorzędnym towarzyszem. Dobre wróżki okazują się próżne, lekkomyślne i nieprzygotowane do opieki nad niemowlęciem. (Niestety, matka Aurory, królowa Leila, nie nabiera charakteru; żyje i umiera niepostrzeżenie). Tradycyjne rozwiązania fabularne poddano krytyce. Przykładowo, książę Filip protestuje przeciwko całowaniu nieprzytomnej dziewczyny.
Diaboliną, oszukaną przez ukochanego, targają sprzeczne uczucia. Postanawia doprowadzić Stefana do obłędu, królestwo zaś do upadku. Gdyby nie ta przeklęta ciekawość, nie odwiedziłaby Aurory. Siedziałaby na niewygodnym, cierniowym tronie, samozwańcza władczyni, i nie myślała o niegdysiejszych przyjaciołach unikających ponownego spotkania. Trudno im się dziwić – kto współczułby Złej Czarownicy?
Gregory Maguire, Wicked. Życie i czasy Złej Czarownicy z Zachodu, s. 463, Initium, Kraków 2010
Elizabeth Rudnick, Czarownica. Prawdziwa historia Diaboliny, s. 270, Dream Books, Warszawa 2014
Elizabeth Rudnick, Czarownica. Prawdziwa historia Diaboliny, s. 270, Dream Books, Warszawa 2014
Baśń, a jednak nie baśń
Nowy Jork, 1899. Parowce pełne imigrantów i potworów zmierzają do miasta. Wśród nich wyróżniają się dwie mityczne istoty: jedna stworzona z ziemi, druga zaś z ognia. Chawa i Ahmad. Golem i dżin.
Zmiennokształtna opowieść
India Morgan Phelps opowiada o duchach. Myli się ten, kto twierdzi, że dopiero po śmierci zostaje się duchem. Duchy to nawiedzające nas wspomnienia. Samobójstwo matki, samobójstwo babki. Niezwykłe obrazy. Tonąca dziewczyna, namalowana przez mężczyznę, który spadł z konia i umarł, oraz Fecunda ratis, namalowana przez mężczyznę, który spadł z motoru i umarł. Abalyn Armitage. Lipcowa noc, kiedy India, jadąc wzdłuż rzeki, dostrzega syrenę. Inna noc, listopadowa i chłodna, kiedy spotyka dziewczynę będącą wilkiem.
Czy możemy zaufać narratorce? India nieustannie się powtarza, odbiega od głównego tematu, skreśla, a nawet usuwa słowa, by to, czego się obawia, zdawało się mniej straszne. Wróciwszy po raz kolejny do jakiegoś wydarzenia, zmienia je. Dwie wersje prawdy nie zawsze okazują się wystarczające, bo czy nie byłoby ciekawiej, gdyby istniała trzecia? India nie planuje nieścisłości - siadając nad pustą kartką, nie zamierza kłamać. Nie zamierza też nie kłamać. Czasem o czymś zapomina, czasem zaś nie rozumie tego, co jej się przytrafia.
A czy możemy zaufać słowom? Wieczorny spacer po mieście uświadamia Indii, jak mylące bywają nazwy. Chociaż wiele budynków nie pełni już swoich pierwotnych funkcji, mieszkańcy nadal posługują się ustalonymi dawniej wyrazami. Słowa bohaterki, wyszukane i podkreślające jej odmienność (pokój, na przykład, określa mianem bawialni), nie odpowiadają faktom, ale są prawdziwe. Fakty to cegły, prawda natomiast przypomina zaprawę, stwierdza India (a właściwie Ursula K. Le Guin, z której eseju zaczerpnięto tę myśl).
Należałoby teraz zauważyć, że powieść Kiernan składa się z tysiąca cytatów i aluzji. Czego tu nie ma! Szekspir, Lovecraft, Eliot. Alicja w Krainie Czarów. Poznana nocą syrena cytuje Moby Dicka, a India, opisując lęk przed nieznanym, przywołuje Szczęki. Dominują jednak ludowe legendy, podania i baśnie. Historia topielicy znalezionej w Sekwanie. Mała syrenka (ulubiona baśń Indii) i Czerwony kapturek (najmniej lubiana). Ostrzeżenia przed groźnym duchem, co śpiewem nakłania ludzi do samobójstwa.
India, jak się domyślacie, różni się od pozostałych mieszkańców Providence. Otoczona swoimi obrazami, żyje w samotności. Dużo czyta i niekiedy pisze opowiadania (Syrena z betonowego oceanu, Uśmiech wilkołaka, umieszczone w późniejszych rozdziałach). Poświęca (zbyt?) wiele czasu rozważaniom na temat własnych myśli. Kiedy nie potrafi sobie z nimi poradzić, wsiada do hondy i jedzie donikąd.
Bohaterki, odznaczające się szczególną wrażliwością artystyczną, często spotykają się z nierozumieniem. Społeczność izoluje je ze względu na wygląd i nietypowe zachowanie. Dlatego Abalyn, wysoka dziewczyna w stylu Tildy Swinton, unika konwencjonalnych miejsc pracy. Zarabia, pisząc recenzje gier wideo. Dopiero przed monitorem, wolna od wścibskich, nieproszonych spojrzeń, czuje się bezpieczna.
India i Abalyn uwielbiają opowieści - czy to w formie książki, rzeźby, czy też gry komputerowej. Są zarówno odbiorcami, jak i autorkami, współtworzą bowiem własną opowieść o miłości. Ma ona obiecujący początek: India oferuje swoje mieszkanie do przechowania rzeczy pięknej nieznajomej, wcześniej o mało nie zabrawszy jej książek, niestarannie upchniętych w kartonach, które leżały na ulicy. Następnie, w ślad za rzeczami, wprowadza się Abalyn (tak ma na imię nieznajoma).
Tym, co spaja wszystkie wymienione wątki, jest motyw syren. Wszędzie ich pełno: nie tylko wabiących śpiewem kobiet z rybim ogonem, przebiegłych femme fatale, ale i nieproszonych, niechcianych myśli, z jakimi się zmagamy. Jedni, ulegając podszeptom, w pośpiechu zeskakują z pokładu, inni - niczym Odys - słuchają, przywiązani do masztu. (Jakże odpowiednią wydaje się tutaj metafora okrętu jako ludzkiego losu).
Skąd pewność, że skok zawsze przynosi zgubę? Towarzystwo Ewy Canning, syreny dostrzeżonej przez Indię, stanowi przekleństwo i błogosławieństwo zarazem. To ona była muzą Alberta Perrault, dziewczyną z obrazów Saltonstalla. Inspirowała kolejne pokolenia artystów. A teraz, w podzięce za troskę, wśpiewuje w Indię niezliczone pieśni.
Caitlín Rebekah Kiernan opowiada o opowieściach. Mając świadomość ograniczeń, zrywa z tradycyjną, liniową narracją. Poszczególnym wątkom nadaje kształt spiral wewnątrz spiral, rozdziały natomiast nazywa sztucznymi, arbitralnymi konstrukcjami. Pojawiają się rozwidlenia: pierwsze spotkanie z Ewą, na przykład, wydarzyło się dwa razy na dwa sposoby.
Tonąca dziewczyna przeobraża się z każdym fragmentem. To, co wygląda na pamiętnik prowadzony w celach terapeutycznych, zmienia się w baśniową historię o mitycznych istotach. Baśniowa historia o mitycznych istotach przechodzi w powieść grozy, by za chwilę stać się dzielnikiem artysty poszukującego natchnienia. Akty zastępują rozdziały. Istna likantropia gatunków i rodzajów.
Baśnie Indii zlewają się ze sobą. Syrena pożycza ubranie od Czerwonego Kapturka, po czym przybiera postać wilczycy. Główny(?) wątek gubi się w odmętach dygresji, cytatów, wycinków z gazet i ekspozycji. Wszystkie one, mimo że czasem sprawiają wrażenie zbędnych, należą do historii. Historii pozbawionej początku lub końca. W powieści Kiernan panuje chaos i, podobnie jak w życiu, brakuje w niej rozstrzygnięcia.
Nawiedzenia, wspomniane w pierwszym akapicie, bywają zaraźliwe. Ludzie przekazują je na różne sposoby: za pomocą baśni, piosenki lub książki. Tonąca dziewczyna również jest nosicielką takiej zarazy. Warto po nią sięgnąć, aby poznać dziewczynę, która - jak podpowiada tytuł - (u)tonie, i/albo dziewczynę, która (na)uczy się pływać.
Caitlín R. Kiernan, Tonąca dziewczyna. Pamiętnik, s. 282, MAG, Warszawa 2014
on to ja, a ja to on
Schwytany i wtrącony do więzienia młody Wenecjanin marzy o powrocie do ojczyzny. Nazywa siebie lekarzem: opatruje rany, wypisuje recepty dla strażników, uzyskując w ten sposób przywileje. Wkrótce zostaje niewolnikiem wykształconego Hodży. Poznawszy osmańskiego uczonego, z przerażeniem zauważa łączące ich niezwykłe podobieństwo.
Współpraca obu mężczyzn rozpoczyna się od przygotowań zachwycającego pokazu sztucznych ogni. Następnie Hodża, zadowolony z rezultatów, żąda, by niewolnik podzielił się z nim całą swoją wiedzą. Nauki ścisłe i humanistyczne jednak okazują się niewystarczające. Uczony sadza cudzoziemca za stołem, po czym, przywiązawszy go do krzesła, nakazuje mu pisać o sobie. Lektura dziecięcych wspomnień sprawia Hodży przyjemność - niebawem zaczyna zapełniać kartki własnymi przeżyciami z młodości. Bohaterowie zatem siadają naprzeciw siebie, podobni jak dwie krople wody, i piszą jednocześnie.
Współpraca obu mężczyzn rozpoczyna się od przygotowań zachwycającego pokazu sztucznych ogni. Następnie Hodża, zadowolony z rezultatów, żąda, by niewolnik podzielił się z nim całą swoją wiedzą. Nauki ścisłe i humanistyczne jednak okazują się niewystarczające. Uczony sadza cudzoziemca za stołem, po czym, przywiązawszy go do krzesła, nakazuje mu pisać o sobie. Lektura dziecięcych wspomnień sprawia Hodży przyjemność - niebawem zaczyna zapełniać kartki własnymi przeżyciami z młodości. Bohaterowie zatem siadają naprzeciw siebie, podobni jak dwie krople wody, i piszą jednocześnie.
Spotkanie z sobowtórem słusznie przyprawia o trwogę. Co, jeśli przejmie kontrolę nad naszym życiem, odbierze - niczym Hindbad - skarby i ukochaną? Lepiej zachować ostrożność, zastanawiając się nad tym irytującym podobieństwem. Poczekać, aż strach ustąpi miejsca zakłopotaniu, zakłopotanie zaś - zazdrości. Otrząsnąwszy się ze zdumienia, mężczyźni długo rywalizują, jeden chętnie przypisałby sobie sukcesy drugiego, ale potem - w obliczu zagrożenia, jakie wiąże się z epidemią dżumy - łączą siły. Patrząc razem w lustro, widzą w nim jedną osobę. Potrafię postrzegać świat w ten sam sposób, co ty, oznajmia Hodża, więc stałem się tobą. Rodzi się pomysł zamiany miejsc: jak potoczyłyby się ich losy, gdyby (śladami bohaterów Twaina) zamienili się ubraniami i przejęli swoje role? Niewolnik zostałby nadwornym astrologiem, pan natomiast wróciłby do ojczyzny niewolnika.Włoski niewolnik (jest przekonany, że) zna się na astronomii, fizyce, matematyce i malarstwie. Hodża podobnie: od wielu lat poświęca się nauce, a wszystkie pieniądze wydaje na książki. Zegary, układ Ptolemeusza, nurty występujące w Bosforze, budząca grozę machina wojenna - niewielu może pochwalić się tak wszechstronnymi zainteresowaniami. Bohaterowie nie grzeszą też skromnością. Niestety, nie udaje im się zrobić na władcy wrażenia swoimi projektami. Co więcej, mieszkańcy podejrzliwie spoglądają na wynalazki. Rozgoryczony Hodża pogrąża się w rozważaniach nad głupotą. Czemu ludzie są tacy głupi? Nie chcą się dowiedzieć czegoś nowego? Ale nie martwicie się, nie jest to pogardliwa opowieść o wyższości wiedzy nad jej brakiem, Biały zamek przedstawia osoby zarażone pasją do nauki.
Paszę, jak to w bajkach bywa, dręczy niecodzienna choroba, wobec której wszyscy lekarze pozostają bezradni. Ten, kto go uzdrowi, może liczyć na wdzięczność władcy. Na tym nie koniec fantastycznych motywów, narrator nie bez powodu nazywa rękopis baśnią o mrocznych sekretach umysłu. Liczba trzy pełni tutaj szczególną rolę: wynalazca dopiero za trzecim razem uzyskuje aprobatę zwierzchnika, chrześcijanina z kolei trzykrotnie namawia się do przyjęcia islamu. Ponadto, sułtan nieustannie pyta doradców, jak interpretować sny albo zachowanie zwierząt na polowaniu.
Czy podział na Zachód i Wschód znajduje uzasadnienie w rzeczywistości? Hodżę od początku fascynuje europejska nauka. Zostaje uczniem swojego sobowtóra, pragnie bowiem odkryć tajemnice znane jedynie zachodnim mędrcom. Plany odbudowy mocarstwa za pomocą cudzoziemskich osiągnięć nie znajdują zwolenników - padyszach woli wysłuchiwać o wąsatych żabach i skrzydlatych bawołach z odległych krain niż o budowie obserwatorium, a pozostali rodacy namawiają Hodżę do rozstania z obcokrajowcem.
Spotkanie dwóch uczonych prowokuje do refleksji: czy da się dogłębnie poznać przedstawiciela odmiennej kultury, zachowując zarazem własną tożsamość? Być może życie wszystkich ludzi wygląda podobnie, pozwalając tym samym na wspomnianą zamianę miejsc. Kiedy Hodża wypytuje wieśniaków, jakie grzechy popełnili, odkrywa, że wyznania muzułmanów i chrześcijan zbytnio się nie różnią. Po co siedział tyle czasu, czekając, aż młody Włoch ujawni sekret?
Dlaczego jestem tym, kim jestem? W poszukiwaniu odpowiedzi Hodża spisuje własne kłamstwa i występki. Jednakże, samooskarżenia napawają go lękiem. To inni postępują niewłaściwie, nie on! Nagła epidemia dżumy zdaje się potwierdzać tę tezę. Hodża nie boi się zarazy - brak strachu świadczy o niewinności. Przerażony niewolnik z pewnością nagrzeszył.
Biały zamek chwilami przypomina sen, który przyśnił się jednej z postaci. Obu mężczyzn nękają niepokojące koszmary, wzbudzając w nich poczucie winy. W marzeniach sennych ciało niewolnika oddziela się od duszy i napotyka sobowtóra, a potem zawiera z nim sojusz przeciwko dawnemu właścicielowi. Innym razem matka i narzeczona, dostrzeżone na balu maskowym w Wenecji, nie rozpoznają młodzieńca, zamiast niego witając Hodżę.
Spotkanie dwóch uczonych prowokuje do refleksji: czy da się dogłębnie poznać przedstawiciela odmiennej kultury, zachowując zarazem własną tożsamość? Być może życie wszystkich ludzi wygląda podobnie, pozwalając tym samym na wspomnianą zamianę miejsc. Kiedy Hodża wypytuje wieśniaków, jakie grzechy popełnili, odkrywa, że wyznania muzułmanów i chrześcijan zbytnio się nie różnią. Po co siedział tyle czasu, czekając, aż młody Włoch ujawni sekret?
Dlaczego jestem tym, kim jestem? W poszukiwaniu odpowiedzi Hodża spisuje własne kłamstwa i występki. Jednakże, samooskarżenia napawają go lękiem. To inni postępują niewłaściwie, nie on! Nagła epidemia dżumy zdaje się potwierdzać tę tezę. Hodża nie boi się zarazy - brak strachu świadczy o niewinności. Przerażony niewolnik z pewnością nagrzeszył.
Biały zamek chwilami przypomina sen, który przyśnił się jednej z postaci. Obu mężczyzn nękają niepokojące koszmary, wzbudzając w nich poczucie winy. W marzeniach sennych ciało niewolnika oddziela się od duszy i napotyka sobowtóra, a potem zawiera z nim sojusz przeciwko dawnemu właścicielowi. Innym razem matka i narzeczona, dostrzeżone na balu maskowym w Wenecji, nie rozpoznają młodzieńca, zamiast niego witając Hodżę.
Faruk Darvinoğlu, historyk z wcześniejszej powieści noblisty, znalazł rękopis Białego zamku w Gebze i, zafascynowany zapisaną w nim historią, postanowił go opublikować. Pamuk nie wskazuje jednoznacznie autora tekstu. Czy jest nim włoski niewolnik, czy osmański uczony? Może nie ma dwóch bohaterów, a całe to gadanie o sobowtórach stanowi jedynie wytwór udręczonego umysłu? Narrator, nie mogąc się pogodzić z tym, kim jest, powołał do życia niezwykłą opowieść, a na koniec w nią uwierzył.
Opowieści bowiem spełniają wiele zadań. Czasem okazują się lekarstwem na nudę. Kiedy Hodża się nudzi, postanawia coś napisać. Jednorękiemu mężczyźnie dają nadzieję: jeśli przetrwa, ocalałą ręką stworzy poemat rycerski. Narrator, pomysłowa Szeherezada i doświadczony pisarz zarazem, musi wymyślać historie, by ocalić głowę. Zasypuje sułtana oryginalnymi anegdotami o odległym kraju, nie potrafiąc już oddzielić prawdy od kłamstwa. Czemu miałby się przyznać, że życie w większości upłynęło mu na siedzeniu w czterech ścianach?
Orhan Pamuk, Biały zamek, s. 224, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2009
Etykiety:
baśniologia dla średniozaawansowanych,
Orhan Pamuk
dziewczyna, która mówiła jaśminami
Czytając zamieszczone w zbiorze baśnie, od razu dostrzegłam liczne podobieństwa do motywów występujących w opowieściach, mitach i podaniach ludowych innych kultur. Niektóre historie przywodzą na myśl Ezopa, inne - Sowizdrzała. Miejsce biblijnej Sary, matki Izaaka, zajmuje (bezimienna) żona szejka. Wysłany przez Boga anioł oznajmia jej, że - mimo podeszłego wieku - wkrótce urodzi syna, któremu nada imię Atiyah, Dar Boży.
Jedna z bohaterek Ojca siedmiu synów otrzymuje następującą przepowiednię: urodzisz chłopca, a kiedy dorośnie, zostanie twoim mężem Przerażona, wkrótce po porodzie zostawia niemowlę w przydrożnym rowie. Jej dalsze losy przypominają historię Edypa. W uciekającym z jaskini ślepego ghula rozpoznajemy Odyseusza, ukrytego pod brzuchami owiec.
Baśnie zawsze odzwierciedlają obyczaje i hierarchię wartości danego społeczeństwa. Śledząc poczynania Hasana, dowiadujemy się – między innymi – jak prawidłowo podkuć wołu (najpierw należy uderzyć zwierzę w czoło między oczami, aby zapobiec wierzganiu). W trakcie swoich przygód protagoniści niejednokrotnie muszą zmierzyć się z okrutnym ifrytem czy ghulem, co stanowi okazję do zapoznania się z arabskimi wierzeniami i przesądami.
Postępowanie niektórych bohaterów względem kobiet może wzbudzać niechęć u współczesnego czytelnika. Pewien książę, pokochawszy piękną Hamdę, odtrącił kobiety, z którymi ożenił się wcześniej, a następnie odesłał je razem z synami. Za zdradę grozi śmierć, za pocałunek - bolesna chłosta.
Dla równowagi dodam, że w wielu podaniach występują fascynujące postacie kobiece: mądre panny młode, odważne córki i żony, przebiegłe staruchy, złe macochy. Po tajemniczym zniknięciu Hasana to jego żona zarządza majątkiem, a wieść o jej gościnności wkrótce roznosi się po całym kraju. Odważna Wudei’a, Dziewczyna, Która Odprawiła Siedmiu, sama wyrusza na ratunek braciom. Żona drwala nie idzie w ślady męża i nie daje się zwieść – rozpoznaje ghula skrywającego się pod postacią bogatej szwagierki.
Moją ulubioną bohaterką jednak pozostaje Dwuzębna, stara kobieta, która niecodziennym podstępem zdobywa serce młodego księcia. W odpowiedzi na jego prośbę, aby pokazała przed ślubem choćby mały palec, wysuwa przez szparę między drzwiami białą świecę. Książę, rzecz jasna, wpada w zachwyt nad smukłością jej palców.
Baśnie poprzedzone są krótkim wstępem przybliżającym zwyczaje arabskie; książka zawiera również niewielki słowniczek terminów oraz bibliografię.
Inea Bushnaq, Baśnie arabskie, s. 440, National Geographic Society, Warszawa 2012
jak ci nie wstyd
Proste historie są najlepsze. (Na pozór) nieskomplikowana fabuła stanowi punkt wyjścia dla różnorodnych interpretacji. Oto bowiem mamy odciętą od reszty świata wioskę, w której od wielu lat nikt nie widział żadnego zwierzęcia. Czy to nakrapianej żaby, czy kota o spłaszczonym pysku. Odeszły dawno temu, powiadają dorośli. Może i były. A może wcale ich nie było. Nauczycielka, pani Emanuela, uczy swoich podopiecznych odgłosów wydawanych przez hieny, pokazuje niedźwiedzie na obrazach, w odpowiedzi spotykając się jedynie z drwinami oraz niedowierzaniem. Dzieci wyśmiewają się z niej, bo nigdy przedtem nie spotkały takich stworzeń. Ich zuchwałość znika wraz z nadejściem nocy: nocą świat należy do demona Nehiego, a ów demon przyprawia o gęsią skórkę nawet rodziców. Lepiej wrócić do domu przed zmrokiem, spać, zamknąwszy szczelnie drzwi. Lepiej nie chodzić do lasu. Nie kusić losu. Nie zadawać zbędnych pytań. Jednakże, wśród uczniów wspomnianej pani Emanueli znajdują się również Maja i Mati; od całej reszty odróżnia ich przede wszystkim ogromna, niezaspokojona wciąż ciekawość, która nakazuje im wyruszyć na poszukiwania zaginionych zwierząt.
Autor potrafi w kilku zdaniach, słowach nawet, nakreślić wyrazisty portret danego bohatera. Nimi prawie zawsze miał katar. Danir Dekarz, o którym nie wiadomo, kiedy żartuje, a kiedy mówi poważnie. Almon, człek stary i stroniący od ludzi. W dodatku sposób, w jaki Oz przedstawia brak zwierząt w wiosce, wydał mi się zachwycającym. Nieobecność ptaków jest nieobecnością wydawanych przez nie dźwięków. Nieobecność kociąt - bezskutecznym poszukiwaniem słodko-kwaskowego zapachu.
O czym opowiada ta baśń? O szyderstwach. Mieszkańcy wioski szydzą z osób nieprzystających do większości. Wymieniają się porozumiewawczymi spojrzeniami, mijając krawcową Solinę wraz z jej schorowanym, wymagającym nieustannej opieki mężem. Obmawiają za plecami Lilię Piekarkę rozsypującą okruchy nieistniejącym ptakom. Maja i Mati też stają się obiektem drwin, bo "w końcu zawsze, w każdym czasie i miejscu, chłopaka i dziewczynę, którzy mają ochotę niekiedy pobyć sam na sam, zamiast trzymać się nieustannie grupy, natychmiast uznaje się za parę." Autor piętnuje tego rodzaju zachowanie, wymierza bohaterom karę, odbierając im zwierzęta. Czy to tylko przestroga dla czytających? Nie, Oz nieśmiało formułuje odpowiedzi na pytania dotyczące powstawania takich mechanizmów społecznych. Szyderca obawia się osamotnienia, mówi. Silna pozycja outsidera może doprowadzić do wyłonienia się kolejnych, w konsekwencji zatem - do rozpadu grupy.
O czym opowiada ta baśń? O kłamstwach pokoleniowych. Rodzice nie chcą mówić o tym, co zaszło w wiosce, na nalegania dzieci odpowiadają kłamstwem. Może wcale nie było tu żadnych zwierząt. Na pewno ich nie było. Ta sytuacja prowadzi do ciągłych nieporozumień, utrudnia relacje rodzinne. Nie osądzaj, krzyczy tata. Kim ty właściwie jesteś, żebyś miał prawo nas osądzać? Tata lęka się dezaprobaty ze strony syna. Woli pozostać ojcem z autorytetem, niż wdawać się w dyskusje o błędach swojej młodości. W ten sposób jego działania prowadzą, jak w tragedii antycznej, do nieuchronnej katastrofy.
O czym opowiada ta baśń? O współpracy. Mieszkańcy wioski, choćby się do tego nie przyznawali, boleśnie odczuwają brak zwierząt. Ale i zwierzęta tęsknią za niegdysiejszymi właścicielami, o czym przekonuje się para głównych bohaterów, dotarłszy do ich leśnej siedziby. (Domniemany) demon niejedną noc spędza na podglądaniu ludzi przez okna, obserwowaniu zmian zachodzących w niewielkiej wiosce. Zespolenie obu grup to najlepsze rozwiązanie. Powiadacie? "Oczywiście, że krowy wszyscy przyjmą z powrotem z radością, konie z otwartymi ramionami, tak samo kury znoszące im jajka, kozy, gęsi, owce i gołębie. Tak. I niektórzy z nich z pewnością znów bardzo się przywiążą do swoich psów, kotów i śpiewających ptaków. To owszem. Ale co poczną ze szczurami? Z robakami? Co spotka tam karaluchy, komary i domowe pająki?" I co, jeśli odrzuceni zechcą teraz zemścić się na prześladowcach? Nie wiadomo, czy ta historia ma jeszcze szansę na szczęśliwe zakończenie.
Pisząc o współpracy, warto odejść od ogólników. Znane są eseje Oza, w których wzywa on do kompromisu między Izraelem a Palestyńczykami. Aluzje biblijne (ogród zwierząt przywodzi na myśl Eden, Nehi natomiast - jak Mojżesz - odkrywa niezwykły krzew, po czym wyprowadza wszystkie zwierzęta z wioski) czynią tę powieść szczególnie znaczącą w oczach (religijnych) mieszkańców Izraela.
Pisząc o współpracy, warto odejść od ogólników. Znane są eseje Oza, w których wzywa on do kompromisu między Izraelem a Palestyńczykami. Aluzje biblijne (ogród zwierząt przywodzi na myśl Eden, Nehi natomiast - jak Mojżesz - odkrywa niezwykły krzew, po czym wyprowadza wszystkie zwierzęta z wioski) czynią tę powieść szczególnie znaczącą w oczach (religijnych) mieszkańców Izraela.
Proste historie są najlepsze.
Amos Oz, Nagle w głębi lasu, s. 128, Rebis, Poznań 2006











