W pewnej wieży mieszka Smok, który porywa dziewczęta. Żadnej nie pożera – po dziesięciu latach opuszczają one dolinę bogatsze i ładniejsze, niż były; nie wracają już do domu. Historia wciąż się powtarza. Mieszkańcy nie protestują, bo Smok broni ich przed Borem. Spodziewają się, że następną ofiarą zostanie Kasia, równie niezwykła, co poprzedniczki, czarodziej chwyta jednak niezdarną, wiecznie umorusaną Agnieszkę i znika, nim zdążą się pożegnać.
Bies by się uśmiał
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą siostrzeństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą siostrzeństwo. Pokaż wszystkie posty
Nekromantki gwiżdżą na wszystko
Dziewczęta są uparte i pewnego dnia uratują świat. Z nudów zdobędą uprawnienia do kierowania statkiem powietrznym (Papierowym Skrzydłem lub ancelstierrańskim płatowcem), a z ciekawości otworzą tajemnicze drzwi w bibliotece. Przechytrzą dorosłych. Odpędzą padlinożerców. Zanim się obejrzysz, pokonają bestię i obudzą – chuchnięciem zamiast pocałunku; dziewczęta nie całują nieznajomych – zaklętego księcia.
Etykiety:
Garth Nix,
siostrzeństwo
Dobrze jak na dziewczynę
Polly ścina włosy, wkłada spodnie i – śladami Mulan, Winter Ihernglass lub Mollie Bean[1] – wstępuje do wojska. Nie jest samobójczynią ani idealistką wybierającą walkę ku chwale ojczyzny. Nie, Polly, znana teraz jako szeregowy Perks, zamierza tylko ocalić brata, robi więc wszystko, aby jej sekret pozostał niezauważony. Znalazłszy się wśród rekrutów, stanowczym tonem zamawia piwo, klnie i dłubie w nosie.
Czego więcej trzeba młodej dziewczynie udającej żołnierza? Zawadiacki uśmiech oczaruje służącą, mundur powstrzyma kłopotliwe pytania, dodatkowa para skarpet natomiast zmyli porucznika. Sierżanta nie da się oszukać. A czytelnika? Pratchett prowadzi subtelną grę z odbiorcą, bawi i wzrusza zarazem.[2] Można płakać nad losem rannych, można też pęknąć ze śmiechu (niezalecane, jeśli obok nie ma Igora, który by was poskładał), kiedy ogromny troll przymierza pancerze. No dalej, panienki!, woła Jackrum, wzbudzając powszechną wesołość. Chichoczemy, dopóki nie przypomnimy sobie surowych praw borograviańskich. Kobietę przebraną za mężczyznę czeka tutaj chłosta.[3]
[1] Zastęp motywów
Silny, acz łagodny brat-olbrzym, kapral czepiający się innych bez powodu, oddział odmieńców, najpierw nazywany przypadkową zbieraniną (przez dowódcę), później zaś potwornym regimentem (przez wrogów), poszukiwania ukochanego, dziewica prowadząca armię, oficer safanduła – to, wydawałoby się, wyświechtane stereotypy, jakich należy się wystrzegać.
Zainspirowany wydarzeniami historycznymi, Pratchett nadaje starym opowieściom nowy kształt. Owszem, dyskowa Joanna d'Arc dosiada białego konia i niesie flagę, ale zdaniem obserwatorek pełni rolę wojskowej maskotki. Oficer przesypia atak, ale umie zaszyfrować wiadomość. Uczucie stanowi przyczynę wędrówki, ale nie cel.
Bohaterowie, mimo kilkakrotnie podkreślanych cech charakterystycznych, nie stają się karykaturami. Igor sumiennie wykonuje każdą zleconą mu pracę, choć wolałby skalpel zamiast miecza, wampir Maladict zastępuje krew kawą, Stukacz i Loft zawsze trzymają się razem, Karborund, omszały troll, odstrasza maruderów, sierżant Jackrum nie przestrzega regulaminu, Łazer się modli, Kukuła gotuje.
[3] Kompania sióstr
Kobietom nie wolno dziedziczyć (chyba że kołowrotki), władać mieczem i [tu wpisz dowolny przejaw niezależności; lista bowiem ulega nieustannym aktualizacjom]. Zakazy obejmują wszystkich – Igory tną, Igoriny szyją, trolle obrastają mchem, trollówny się golą. Bunt grozi śmiercią, sukces rodzi niedowierzanie. Bohatera wojennego nagradza się medalem. Bohaterkę? Mężem.
W tej sytuacji przebranie nabiera głębszego znaczenia. Szeregowy Perks nie przeprasza (nieśmiałość zniknęła, osłonięta porzuconą sukienką), krzyczy „ej, ty” i wymachuje pięścią. Czy spodnie rozwiązują kobiece problemy? Cokolwiek robisz, udowadnia Polly, rób to jako ty. Wojowniczka zajęta byciem wojownikiem osiąga gorsze rezultaty.
Opisując rekrutów udających praczki, Pratchett wyśmiewa uproszczony, negatywny obraz kobiecości. Dowódca przekracza bramę; teatralne gesty, kokieteria i piskliwy głos natychmiast przekonują wartowników. Polly jednak wywołuje podejrzenia. Nie przymila się, nie kołysze biodrami, nie mruga. Wniosek nasuwa się sam: oszust. (Prawdziwe praczki, oczywiście, rozpoznają dziewczynę).
Polly, sprytna i odważna, uprzedza rozkazy. Wie, kiedy zamknąć oczy, a kiedy otworzyć. Szybko się uczy, maszeruje bez skarg. Przyjrzawszy się pijackim burdom, wykorzystuje zdobyte doświadczenie podczas treningów. Ponadto, strzeże swojej tajemnicy i szuka brata (jeśli zawiedzie, ojcowska gospoda przypadnie kuzynowi).
Dobra jestjak na dziewczynę.
Czego więcej trzeba młodej dziewczynie udającej żołnierza? Zawadiacki uśmiech oczaruje służącą, mundur powstrzyma kłopotliwe pytania, dodatkowa para skarpet natomiast zmyli porucznika. Sierżanta nie da się oszukać. A czytelnika? Pratchett prowadzi subtelną grę z odbiorcą, bawi i wzrusza zarazem.[2] Można płakać nad losem rannych, można też pęknąć ze śmiechu (niezalecane, jeśli obok nie ma Igora, który by was poskładał), kiedy ogromny troll przymierza pancerze. No dalej, panienki!, woła Jackrum, wzbudzając powszechną wesołość. Chichoczemy, dopóki nie przypomnimy sobie surowych praw borograviańskich. Kobietę przebraną za mężczyznę czeka tutaj chłosta.[3][1] Zastęp motywów
Silny, acz łagodny brat-olbrzym, kapral czepiający się innych bez powodu, oddział odmieńców, najpierw nazywany przypadkową zbieraniną (przez dowódcę), później zaś potwornym regimentem (przez wrogów), poszukiwania ukochanego, dziewica prowadząca armię, oficer safanduła – to, wydawałoby się, wyświechtane stereotypy, jakich należy się wystrzegać.
Zainspirowany wydarzeniami historycznymi, Pratchett nadaje starym opowieściom nowy kształt. Owszem, dyskowa Joanna d'Arc dosiada białego konia i niesie flagę, ale zdaniem obserwatorek pełni rolę wojskowej maskotki. Oficer przesypia atak, ale umie zaszyfrować wiadomość. Uczucie stanowi przyczynę wędrówki, ale nie cel.
Bohaterowie, mimo kilkakrotnie podkreślanych cech charakterystycznych, nie stają się karykaturami. Igor sumiennie wykonuje każdą zleconą mu pracę, choć wolałby skalpel zamiast miecza, wampir Maladict zastępuje krew kawą, Stukacz i Loft zawsze trzymają się razem, Karborund, omszały troll, odstrasza maruderów, sierżant Jackrum nie przestrzega regulaminu, Łazer się modli, Kukuła gotuje.
[2] Pułk żartem, pułk serio
Borogravia przegrywa wojnę, werbownicy zatem nie wymagają zbyt wiele. Ten, kto chce się zaciągnąć, powinien a) nie zadawać pytań, b) słuchać rozkazów, c) nie ginąć. Tymczasem kolejne niebezpieczeństwo czyha wewnątrz kraju. Prawa nugganiczne coraz bardziej krępują wiernych (spis Obrzydliwości zawiera m.in. szczekające psy, krasnoludy, czekoladę, kobiety noszące męskie ubrania), władze – przy pomocy cenzorów – ukrywają prawdę, podczas gdy zagubieni chłopi modlą się do zmarłej księżnej.
Borogravia przegrywa wojnę, werbownicy zatem nie wymagają zbyt wiele. Ten, kto chce się zaciągnąć, powinien a) nie zadawać pytań, b) słuchać rozkazów, c) nie ginąć. Tymczasem kolejne niebezpieczeństwo czyha wewnątrz kraju. Prawa nugganiczne coraz bardziej krępują wiernych (spis Obrzydliwości zawiera m.in. szczekające psy, krasnoludy, czekoladę, kobiety noszące męskie ubrania), władze – przy pomocy cenzorów – ukrywają prawdę, podczas gdy zagubieni chłopi modlą się do zmarłej księżnej.
Półżartem: jednoręcy mężczyźni, którzy wracają z frontu, przedwcześnie świętowali zwycięstwo. Łatwo stracić kończynę, otwierając szampana. Półserio: tłum jednorękich nikogo nie interesuje. Okoliczne państwa czekają, aż Borogravia się rozleci. Dopiero nietypowi (i najprawdopodobniej ostatni) rekruci przykuwają uwagę czytelników na całym świecie.
Wskazówki dla Borogravian? Niech cudzoziemcy zreformują ustrój. Zobaczą oni, twierdzi William de Worde, wady tam, gdzie nie sięga wzrok obywateli. Zmarła księżna się nie zgadza, przeciwnie, proponuje samodzielną batalię o umysły. Pokonanie własnej ignorancji i małostkowości uzdrowi mieszkańców. Cóż, dwie nieosiągalne utopie są lepsze niż jedna osiągnięta dystopia.
W tej sytuacji przebranie nabiera głębszego znaczenia. Szeregowy Perks nie przeprasza (nieśmiałość zniknęła, osłonięta porzuconą sukienką), krzyczy „ej, ty” i wymachuje pięścią. Czy spodnie rozwiązują kobiece problemy? Cokolwiek robisz, udowadnia Polly, rób to jako ty. Wojowniczka zajęta byciem wojownikiem osiąga gorsze rezultaty.
Opisując rekrutów udających praczki, Pratchett wyśmiewa uproszczony, negatywny obraz kobiecości. Dowódca przekracza bramę; teatralne gesty, kokieteria i piskliwy głos natychmiast przekonują wartowników. Polly jednak wywołuje podejrzenia. Nie przymila się, nie kołysze biodrami, nie mruga. Wniosek nasuwa się sam: oszust. (Prawdziwe praczki, oczywiście, rozpoznają dziewczynę).
Polly, sprytna i odważna, uprzedza rozkazy. Wie, kiedy zamknąć oczy, a kiedy otworzyć. Szybko się uczy, maszeruje bez skarg. Przyjrzawszy się pijackim burdom, wykorzystuje zdobyte doświadczenie podczas treningów. Ponadto, strzeże swojej tajemnicy i szuka brata (jeśli zawiedzie, ojcowska gospoda przypadnie kuzynowi).
Dobra jest
Terry Pratchett, Potworny regiment, s. 336, Prószyński i S-ka, Warszawa 2008
Etykiety:
siostrzeństwo,
Terry Pratchett
Czasem Austen, czasem Brontë
W starym, zaniedbanym zamku mieszkają dwie siostry. Biedne, ale pomysłowe. Bawią się i szukają sposobów na zarobienie pieniędzy. Cassandra chciałaby napisać książkę, Rose natomiast wyszłaby za samego diabła, gdyby tylko był bogaty (i przystojny, i czuły). Głód przerywa te rozważania. Leżąc, dziewczęta zastanawiają się, czy kiedykolwiek przydarzy im się coś ekscytującego.
Pewnego dnia Rose wypowiada życzenie do kamiennego gargulca. Właśnie wtedy – wierzcie lub nie – rozlega się dźwięk klaksonu. Auto Cottonów, młodych dziedziców, ugrzęzło niedaleko zamku; trzeba je wydobyć. Kolejne sceny przypominają wiktoriańskie powieści, jakie czytują siostry. Może to przypadek, może czary, kto wie.
Pewnego dnia Rose wypowiada życzenie do kamiennego gargulca. Właśnie wtedy – wierzcie lub nie – rozlega się dźwięk klaksonu. Auto Cottonów, młodych dziedziców, ugrzęzło niedaleko zamku; trzeba je wydobyć. Kolejne sceny przypominają wiktoriańskie powieści, jakie czytują siostry. Może to przypadek, może czary, kto wie.
Siedemnastoletnia Cassandra podgląda gości i domowników. Wszędzie zajrzy, wszystko dostrzeże, rodzinne tajemnice jednak pozostają tajemnicami (m.in. praca ojca, plan Rose). Pamiętnik, mimo niedoskonałych, pozbawionych precyzji słów, przynosi narratorce szczęście – dzięki niemu ponownie (tym razem staranniej) przeprowadza wybrane rozmowy. Cassandra nie marnuje papieru, nawet złamane serce nie usprawiedliwia takiej rozrzutności. Zapisawszy jedną przygodę, oczekuje następnej.
A przygód nie brakuje. Nietypowi bohaterowie przyciągają nietypowe kłopoty. Sami zobaczcie: macocha nudystka (ponadto, malarka i modelka), ojciec geniusz (wybaczmy mu więc próżniactwo), panna Marcy, bibliotekarka zbierająca metalowe zwierzątka, Simon, właściciel Scoatney i spiczastej, demonicznej bródki, Heloiza, śnieżnobiała bulterierka, oraz Abelard, kot wieczorami grzejący Cassandrze brzuch. W ich towarzystwie nie sposób się nudzić!
A przygód nie brakuje. Nietypowi bohaterowie przyciągają nietypowe kłopoty. Sami zobaczcie: macocha nudystka (ponadto, malarka i modelka), ojciec geniusz (wybaczmy mu więc próżniactwo), panna Marcy, bibliotekarka zbierająca metalowe zwierzątka, Simon, właściciel Scoatney i spiczastej, demonicznej bródki, Heloiza, śnieżnobiała bulterierka, oraz Abelard, kot wieczorami grzejący Cassandrze brzuch. W ich towarzystwie nie sposób się nudzić!
Sztuka zapewnia ukojenie, każdy zatem tworzy, rozkoszując się aktem kreacji. Panna Marcy wymyśla ciekawe historie, zanim zaśnie. Topaz maluje, Rose śpiewa, Simon publikuje eseje krytyczne. Stephen zaś, nieusatysfakcjonowany własnymi próbami, przepisuje wiersze znanych poetów (np. Roberta Herricka), by uwieść Cassandrę.
Zawsze razem, odważna Rose i bystra Cassandra. Tańczą wokół ogniska, zasięgają rady jednonogiego manekina. Nie udaje im się uniknąć rozczarowań. Romantyczne spacery wyglądają inaczej, niż sobie wyobrażały (mężczyźni nie wypowiadają przewidzianych kwestii i całują niedelikatnie). Małżeństwo dla pieniędzy wzbudza lęk zamiast spodziewanej radości. Kłótnie, tak zabawne u podziwianych autorek, odbierają apetyt.
Szlachetne uczynki i gorąca kąpiel, podpowiada Cassandra, rozwiążą największy problem. Żadne sprzeczki nie podzielą rodziny Mortmainów – biednych ludzi nie stać na animozje. Rozpieszczana drogimi prezentami od narzeczonego, Rose pomaga najbliższym. Kupuje siostrze perfumy, śle listy. Dodie Smith obdarza swoich bohaterów humorem i niewyczerpanym optymizmem. Dziewczęta żartują, robiąc wiosenne porządki. Głodne, lecz uśmiechnięte.
Szlachetne uczynki i gorąca kąpiel, podpowiada Cassandra, rozwiążą największy problem. Żadne sprzeczki nie podzielą rodziny Mortmainów – biednych ludzi nie stać na animozje. Rozpieszczana drogimi prezentami od narzeczonego, Rose pomaga najbliższym. Kupuje siostrze perfumy, śle listy. Dodie Smith obdarza swoich bohaterów humorem i niewyczerpanym optymizmem. Dziewczęta żartują, robiąc wiosenne porządki. Głodne, lecz uśmiechnięte.
Ojciec Cassandry nie pracuje, wiecznie czyta kryminały (dwa tygodniowo, dostarczane przez pannę Marcy) albo układa krzyżówki. Ekscentryczny, drażliwy, skryty. Unika sąsiadów. Jest pisarzem, który nie pisze. Minęło kilkanaście lat, odkąd Boje Jakuba, debiut Mortmaina, odniosły zaskakujący sukces. Coś się stało i ojciec zamilkł. Dzieci, wychowane w przeświadczeniu, że artysta wymaga szacunku, nie zadają pytań. Geniuszy się nie pogania.
Dzieło Mortmaina odzwierciedla jego zainteresowanie zagadkami (on sam, zauważa Simon, stanowi prawdziwą zagadkę). Lektura – zdaniem ojca – przypomina śledztwo. Autor staje się mordercą zacierającym ślady. Kłamie, podsuwa fałszywe tropy. Tymczasem odbiorca udaje detektywa, bada i (współ)tworzy tekst. Komu przypada rola ofiary: krytykom bez argumentów, zaniedbywanej żonie?
Literatura zbliża domowników. Kiedy Stephen opłakuje zmarłą matkę, Cassandra czyta mu pogodne, krzepiące wiersze. Rodzi się miłość: do poezji i do Cassandry. Wszystko, co siostry wiedzą o świecie, pochodzi z książek. Flirtując, naśladują panny Bennet (czyż nie to lubią mężczyźni?). Londyn wciąż wydaje im się miastem Dickensa.
Sięgnąwszy po historie biblijne i klasykę angielską, Dodie Smith sporządza wyśmienitą mozaikę cytatów, nawiązań, parafraz. Rose, podobnie jak Faust, postanawia sprzedać duszę, spiczasta bródka – niczym włosy Samsona – symbolizuje siłę, Stephen natomiast momentami naśladuje Sylwiusza (Szekspir, Jak wam się podoba).
Cassandra, nazywana mieszaniną Jane Eyre i Becky Sharp, uwielbia Brontë, Rose woli Austen. Siostrzany spór kończy się kompromisem. Odrobina Jane, odrobina Charlotte – tego rodzaju połączenie uczyniłoby życie idealnym.
Sięgnąwszy po historie biblijne i klasykę angielską, Dodie Smith sporządza wyśmienitą mozaikę cytatów, nawiązań, parafraz. Rose, podobnie jak Faust, postanawia sprzedać duszę, spiczasta bródka – niczym włosy Samsona – symbolizuje siłę, Stephen natomiast momentami naśladuje Sylwiusza (Szekspir, Jak wam się podoba).
Cassandra, nazywana mieszaniną Jane Eyre i Becky Sharp, uwielbia Brontë, Rose woli Austen. Siostrzany spór kończy się kompromisem. Odrobina Jane, odrobina Charlotte – tego rodzaju połączenie uczyniłoby życie idealnym.
Dodie Smith, Zdobywam zamek, s. 351, Świat Książki, Warszawa 2013
Etykiety:
Dodie Smith,
książki o książkach,
siostry,
siostrzeństwo
Z pamiętnika pensjonarki
W życiu Giny zachodzą niespodziewane zmiany: zgodnie z postanowieniem ojca dziewczynka jedzie na pensję w prowincjonalnym mieście. Nie będzie już wieczornych wyjść do opery ani tańców. Gina musi rozstać się z guwernantką Marchelle, ciotką Mimó, organizatorką popołudniowych spotkań towarzyskich, i z przystojnym porucznikiem, Ferim Kunczem, którego poznała właśnie u cioci. Nie wiadomo nawet, kiedy znów zobaczy tatę! Czym sobie na to zasłużyła?
Etykiety:
Magda Szabó,
siostrzeństwo,
szkoły żeńskie
Dziwy i dziwactwa
Trzy siostry Philpot przeprowadzają się do nadmorskiego kurortu Lyme Regis w Dorset. Odosobnione miasteczko w niczym nie przypomina Londynu, kobiety jednak nie narzekają na nudę. Margaret nie opuszcza ani jednego balu, Louise opiekuje się ogrodem ze stuletnim drzewem tulipanowca, a Elizabeth spaceruje po plaży. Podczas jednej z takich wędrówek znajduje skamieniałość: pierwszą, drugą, trzecią... Dumna z powstającej kolekcji, wybiera się do stolarza po gablotę; tam poznaje Mary, młodą dziewczynę bez trudu rozpoznającą różne typy amonitów.
Elizabeth twierdzi, że każdy ma jeden wiodący rys. U Margaret są to ręce, u Louise i Mary - oczy, ona sama zaś wyróżnia się wydatną żuchwą. Niestety! Wolałaby należeć do ludzi o wyrazistych oczach, oni bowiem zwracają największą uwagę na to, jak funkcjonuje świat. Wbrew własnym obawom Elizabeth wnikliwie obserwuje otoczenie i nie stroni od komentarzy: jej zdaniem rozgardiasz w warsztacie Anningów odzwierciedla nieład duchowy. Bywa też dowcipna. Powiedziawszy, że najbardziej ruchliwe u brata są brwi, przypomina o spoczywającej na nim odpowiedzialności za losy czterech sióstr - każdemu w takim położeniu ruszałyby się brwi.
Kolejne rozdziały, utrzymane w narracji pierwszoosobowej, naprzemiennie przybliżają czytelnikowi myśli głównych bohaterek, Elizabeth i Mary. Chevalier, o czym dowiadujemy się z posłowia (zakończonego obszernymi wskazówkami bibliograficznymi), opiera swoją powieść na faktach. Mary Anning była dziewiętnastowieczną zbieraczką skamieniałości. Znalazła kompletny szkielet ichtiozaura, plezjozaura oraz pterozaura, przyczyniając się tym samym do rozwoju paleontologii i zmiany sposobu myślenia o świecie.
Razem w milczeniu
To historia przyjaźni dwóch kobiet. Wydawałoby się, że dzieli je wszystko: niezamężna dama z klasy średniej i młoda dziewczyna utrzymująca się z pracy. Elizabeth dba o porządek, każdy okaz opatruje etykietką. Mary z kolei nie używa nazw linneańskich (ichtiozaura woli nazywać ichtkiem). Obie jednak porównują obcowanie ze znaleziskiem do odkrywania nowego świata. Tak, czasem zazdroszczą sobie nawzajem efektów pracy. Szukanie dziwów trawi człowieka jak głód - inne sprawy tracą znaczenie. Ale następnego dnia bohaterki znów idą na plażę, spacerują w milczeniu, podniesione na duchu obecnością przyjaciółki.
Ich znajomość opiera się na czymś więcej niż na wspólnej pasji. Elizabeth dostrzega w Mary bratnią duszę odznaczającą się bogatymi przeżyciami wewnętrznymi i skłonną do refleksji. Oglądając rozgwieżdżone niebo, Mary czuje się mała i pusta w środku. Dramatyczne wydarzenia boleśnie przypominają, że jest śmiertelna. Dziewczyna myśli o własnym ciele po śmierci: czy ona też zamieni się w kamień? Czego się dowie człowiek, gdy ją wykopie?
Zarówno Elizabeth, jak i Mary nie należą w pełni do lokalnej społeczności. Otwarcie lekceważą obowiązujące normy postępowania. Samotne wędrówki, przebywanie w towarzystwie osób o wyższej pozycji społecznej, dziwaczne zainteresowanie połączone z nieustającym poszerzaniem wiedzy - mieszkańcy Lyme, nie rozumiejąc podobnego zachowania, surowo osądzają tych, którzy się wyróżniają. Dlatego (między innymi) Joe Anning, starszy brat Mary, postanawia zająć się tapicerstwem. Pragnie poczucia bezpieczeństwa i sposobności, by stać się szanowanym człowiekiem.
Zajęcie, które nie przystoi damie
Powieść Chevalier jest również świadectwem niezwykłej pasji. Dwudziestopięcioletnia Elizabeth, przy nikłym prawdopodobieństwie zamążpójścia, potrzebuje jakiegoś hobby, żeby wypełnić czas. Przypadkowe znalezisko pomaga jej podjąć decyzję. Kto by się spodziewał takich rezultatów? Skamieliny, jak się okazuje, dostarczają szczególnej przyjemności: człowiek trzyma w rękach martwe od dawna ciało i zastanawia się nad przeszłością. Nieważne, że to zajęcie nie przystoi damie.
Odkrycie Mary ściąga na lokalne plaże geologów i dżentelmenów o zainteresowaniach geologicznych. Skamieniałości stają się modne. Każdy chce zdobyć własnego ichtiozaura, ale nie wszyscy szanują prawa znalazcy do okazu. Oprócz poszukiwaczy przybywają kolekcjonerzy. Czym oni się różnią? Kolekcjoner posiada gablotę z osobliwościami, w której umieszcza efekty pracy innych ludzi. Nie dysponuje rozległą wiedzą na temat swojej kolekcji; wystarczy, że dzięki tym kamieniom może uchodzić za człowieka światowego. Poszukiwacz zaś spędza w terenie całe godziny. Bada i porównuje poszczególne okazy, a potem wyciąga wnioski z obserwacji.
Może nie ma odpowiedzi
Czym właściwie są dziwy znajdowane na plaży? To czarcie dzieło, mawiają mieszkańcy Lyme, ze strachem spoglądając na zbiory Anningów. Obawy jednak nie zmniejszają ich ciekawości - usłyszawszy o wydobyciu czaszki, bez sprzeciwu płacą pensa i spieszą obejrzeć potwora. Dziedzic Henley natomiast nazywa amonity robakami. Właśnie w tej pozycji grzebiemy zmarłych, upiera się. Martwe robaki też zwijają się w kłębek.
Elizabeth z właściwą sobie dociekliwością zbiera informacje. Nie mamy do czynienia z krokodylem ani z żadnym znanym nam gatunkiem, uznaje po wielogodzinnych analizach. Stworzenie, którego szczątki odkryliśmy, już nie istnieje. Ale na tym nie koniec pytań. Czy to znaczy, że Bóg nie zaplanował, co zrobi ze wszystkimi zwierzętami? Jeśli pozwolił tym nieszczęśnikom wymrzeć, jakie są jego zamiary wobec ludzi? Czy i my mamy wymrzeć? Pełna rozterek, Elizabeth udaje się do pastora Jonesa. Duchowny, o czym się wnet przekonuje, nie podziela jej wątpliwości. Co myślę?, pyta. W ogóle o nich nie myślę.
Może nie ma odpowiedzi
Czym właściwie są dziwy znajdowane na plaży? To czarcie dzieło, mawiają mieszkańcy Lyme, ze strachem spoglądając na zbiory Anningów. Obawy jednak nie zmniejszają ich ciekawości - usłyszawszy o wydobyciu czaszki, bez sprzeciwu płacą pensa i spieszą obejrzeć potwora. Dziedzic Henley natomiast nazywa amonity robakami. Właśnie w tej pozycji grzebiemy zmarłych, upiera się. Martwe robaki też zwijają się w kłębek.
Elizabeth z właściwą sobie dociekliwością zbiera informacje. Nie mamy do czynienia z krokodylem ani z żadnym znanym nam gatunkiem, uznaje po wielogodzinnych analizach. Stworzenie, którego szczątki odkryliśmy, już nie istnieje. Ale na tym nie koniec pytań. Czy to znaczy, że Bóg nie zaplanował, co zrobi ze wszystkimi zwierzętami? Jeśli pozwolił tym nieszczęśnikom wymrzeć, jakie są jego zamiary wobec ludzi? Czy i my mamy wymrzeć? Pełna rozterek, Elizabeth udaje się do pastora Jonesa. Duchowny, o czym się wnet przekonuje, nie podziela jej wątpliwości. Co myślę?, pyta. W ogóle o nich nie myślę.
Starą panną nie chcę być
Pogodziłam się z samotnym życiem, mówi Elizabeth. Staropanieństwo było mi pisane - kogo zainteresowałaby nieładna, koścista i nazbyt poważna panna? Bohaterka nieustannie powraca myślami do kwestii małżeństwa. Robiąc zakupy, zastanawia się, czy sprzedawca próbuje wykorzystać kobietę pozbawioną męskiej opieki. Mogłaby, oczywiście, poprosić brata o pomoc, ale nie chce polegać na nim w każdej sprawie.
Mężatki charakteryzują się niezachwianym samozadowoleniem, które wynika z braku zmartwień dotyczących przyszłości. Widok Margaret kolejny raz tańczącej z Jamesem Footem zatem raduje pozostałe siostry. Niestety, James wkrótce opuszcza okolicę, uznawszy, że panny Philpot nie mają ani pieniędzy, ani pozycji. Wraz z najlepszą okazją zamążpójścia Margaret traci popularność wśród znajomych. Różnokolorowe turbany nie są już wyrazem śmiałości, zostają za to przykładem dziwactwa.
Mężatki charakteryzują się niezachwianym samozadowoleniem, które wynika z braku zmartwień dotyczących przyszłości. Widok Margaret kolejny raz tańczącej z Jamesem Footem zatem raduje pozostałe siostry. Niestety, James wkrótce opuszcza okolicę, uznawszy, że panny Philpot nie mają ani pieniędzy, ani pozycji. Wraz z najlepszą okazją zamążpójścia Margaret traci popularność wśród znajomych. Różnokolorowe turbany nie są już wyrazem śmiałości, zostają za to przykładem dziwactwa.
Kobiety nie mają wstępu na spotkania naukowe poświęcone odnalezionym skamieniałościom. Nazwiska Mary nie umieszczą w pismach akademickich czy książkach, ludzie zapomną o Anningach, martwi się Elizabeth. Zmuszony przez nią, jeden z organizatorów w kilku słowach wyraża wdzięczność dla zbieraczki. Tylko tyle. Zdawkowe podziękowania, które utoną w zalewie zachwytów nad ichtiozaurem.
Utonęły?
Utonęły?
Tracy Chevalier, Dziewczyna z muszlą, s. 400, Wyd. Albatros, Poznań 2011
Etykiety:
dawno temu,
powieść biograficzna,
siostrzeństwo,
ten obcy,
Tracy Chevalier




