Bies by się uśmiał

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Janusz A. Zajdel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Janusz A. Zajdel. Pokaż wszystkie posty

cylinder to nie zabawka

Powracająca z wyprawy badawczej załoga kosmolotu „Helios”- Komandor, Ben, Agga, Pavo, Luza, Kars i narrator - zostaje zatrzymana na Księżycu. Jego mieszkańcy nie pozwalają kosmonautom wrócić do domu, twierdząc, że w trakcie ich nieobecności Ziemię opanowała nowa odmiana istot ludzkich, powstała w wyniku nieprzemyślanych decyzji uczonych. Trzeba zatem poczekać, aż wszystko wróci do normy, przechować zdobycze cywilizacji.

Te słowa nie przekonują doświadczonych członków załogi. Kiedy jednak zadają kolejne pytania, niewiele się dowiadują. Co się właściwie stało? Opuściliśmy Ziemię w trosce o przyszłe pokolenia. O jakich istotach mowa? To zdegenerowane umysłowo stworzenia. Skąd się wzięły? Nasi przodkowie popełnili kilka błędów. Jak długo tu pozostaniemy? Nie wiadomo. Uwierzcie, tam nie da się żyć. Jesteśmy więźniami? Nic podobnego!

Wbrew zapewnieniom niski, blady człowieczek uważnie śledzi przybyszów, a ich pokoje są oddzielone kratą od reszty księżycowego osiedla. Nikogo nie interesują zebrane z wielkim trudem materiały. Co więcej, wkrótce bohaterowie nawiązują kontakt z grupą anarchistów - najwyraźniej część mieszkańców, obawiając się, że po kilku pokoleniach staną się niezdolni do egzystowania w ziemskich warunkach, chce przyspieszyć powrót. 

Komu zaufać? Narrator stara się dociec prawdy. Możemy mu w tym towarzyszyć, mając do dyspozycji te same elementy układanki. Obywatele muszą się podporządkować organom rządzącym, za każdą niesubordynację bowiem grożą środki represyjne ustanowione w imię powszechnego dobra. Deportacja (nie śmierć, śmierć to zaszczytny obowiązek i prawo wszystkich mieszkańców) stanowi najwyższy wymiar kary. Ponadto, władza kontroluje zarówno liczbę urodzeń, jak i - do pewnego stopnia, oczywiście - zgonów: udziela zezwoleń na prokreację albo ogłasza przejście na emeryturę.

W powieści nie zabrakło rozważań na temat odwiecznych prób zatrzymania czasu. Narrator, zwany Nieśmiertelnym, pragnie dotrzeć na Ziemię, gdzie - niczym wierna Penelopa - czeka na niego piękna Yetta. Poznali się, zanim wyruszył na wyprawę, przekonany o licznych zaletach podróży pozaukładowych. Nie widzieli poza sobą świata, jedynie widmo rozłąki zakłócało szczęście młodych. Postanowiwszy im pomoc, profesor van Troff, specjalista w dziedzinie teorii pola, zbudował cylindryczną komorę, w której wstrzymywany jest upływ czasu. Yetta zamknie się w niej na szesnaście minut. Kiedy wyjdzie, „Helios” wróci i zakochani znów będą razem.

Nie sposób nie zauważyć demonicznych cech profesora. Staruszek, przez uczniów ochrzczony Mefistem, wystawia bohaterów na diabelską pokusę. Ogromna wiedza pozwoliła mu na odroczenie ostatecznego, teraz więc kusi młodzieńca wizją przyszłego szczęścia. Kto o tym nie marzy: bohaterski powrót wprost w ramiona ukochanej, miłość, co (dosłownie) przetrwała próbę czasu! Niezrażony początkową odmową, van Troff w dalszym ciągu namawia narratora, by zaakceptował tę niecodzienną propozycję.

Wizerunek miasta po katastrofie zapewne was nie zaskoczy - opuszczone budynki, mało roślinności, ulice pełne młodych, agresywnych chłopaków (kobiet ani śladu), sterty śmieci, puste, ale wciąż kursujące pociągi. W ginącej metropolii prawidłowo działają tylko automaty. Wideofony umożliwiają połączenia, a wozy techniczne bez ustanku naprawiają zepsute sprzęty na wszystkich poziomach miasta. Ludzie, jak się okazuje, nadbudowywali coraz to wyższe wiadukty i estakady nad istniejącymi trasami, nie dbając zarazem o wcześniejsze budowle, aż w końcu najniższe poziomy nie nadawały się do zamieszkania.

Czy wszystkie roboty przestrzegają praw spisanych przez Asimova? Działania komputera prowadzą niekiedy do katastrofy, jak to miało miejsce w słynnej powieści Clarke'a i filmie Kubricka (gdzie HAL 9000 buntuje się przeciw załodze). Zajdel puszcza oko do czytelnika: w pewnej scenie siedmiu chłopaków znęca się nad człekokształtnym robotem. Rozkazawszy mu wspiąć się na słup, śmieją się z daremnych wysiłków. Nagle maszyna spada i przygniata jednego z oprawców. Przypadkowe morderstwo? Na to wygląda, bo android następnie pomaga w grzebaniu zmarłego, bohater zaś dostrzega w nim więcej cech ludzkich niż u pozostałych mieszkańców.

Narracja, podobnie jak miasto, jest wielopoziomowa. Po tajemniczym zaginięciu Akka i promotora jego pracy doktorskiej Le Djaz odnajduje w dokumentach przyjaciela „Notatnik Nieśmiertelnego”. Dokument ten, przedstawiający społeczeństwa ludzkie na Ziemi i Księżycu, spisał uczestnik wyprawy międzygwiezdnej, która, znacznie opóźniona, powróciła na ojczystą planetę. To właśnie historię Nieśmiertelnego, poprzedzoną wstępem badaczy, poznaje czytelnik.

Niejednego rozbawi - zdaniem narratora, nieskomplikowany - slang, jakim posługują się gromady myszkujące po ostatnich ziemskich osiedlach. Wyróżnia go bogactwo wulgaryzmów (np. ful mu w tufę, zaraz ci dogwolę, sam jesteś ful, ale z ciebie docent, dyrba). Uśmiechnęłam się również, czytając, jak szczury korzystają z udogodnień cywilizacyjnych. Spragnione, podchodzą do automatu z napojami; jeden naciska nosem odpowiednie przyciski, drugi nadstawia pyszczek. Czyżby te inteligentne gryzonie miały zapanować nad miastem?

Miłośnicy Lema na pewno dostrzegą podobieństwa do Powrotu z gwiazd, znanej książki opisującej losy załogi „Prometeusza”. Powróciwszy z wyprawy, kosmonauci z zaskoczeniem odkrywają zmiany, jakie zaszły na świecie. Na tym nie koniec popularnych motywów występujących w Cylindrze van Troffa. Część naukowców hoduje duplikaty pięknych kobiet, zwłaszcza gwiazd filmu - ostatnio trafiłam na podobny pomysł u Forda (mam tu na myśli Miasto Egzo-Szkieletów).

Zajdel, pionier nurtu socjologiczno-politycznego, niezwykle przekonująco opisuje uczonych, którzy uzurpowali sobie przywilej stwarzania nowej, genetycznie wyselekcjonowanej ludzkości, i społeczeństwo (czy też społeczeństwa: jedno na Ziemi, drugie na Księżycu) powstałe w wyniku tych działań. Świadoma nieuchronnego końca ludzkość zaprzestała tworzenia. Pisarze odłożyli długopisy, muzycy instrumenty, malarze z kolei - pędzle. Może więc warto odwiedzić dział science fiction, póki jeszcze istnieje? 

Janusz A. Zajdel, Cylinder van Troffa, s. 240, superNOWA, Warszawa 2008