Kto zabił? Nie lokaj, bo to niedozwolone (służący, pisze S. S. Van Dine w 1928 roku, nie może być winowajcą), i nie zazdrosny mąż, bo to zbyt banalne. Pasierbice się nie mszczą, wzgardzone żony odchodzą. Więc kto: kochanka? Współpracownik? Nikt przecież nie umiera przypadkiem! (Klasyczna powieść kryminalna nie uwzględnia przypadków; wszystkie informacje pojawiają się w określonym celu, a działania detektywa, choć dezorientują, okazują się przemyślane). Gdzie trup, tam i zabójca.
