Bies by się uśmiał

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść historyczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść historyczna. Pokaż wszystkie posty

nie umrzesz nigdy

Niektóre powieści czyta się ze świadomością głębokiego podziwu, jakim autor darzy głównego bohatera. Nie inaczej jest w tym przypadku. Christian Jacq z pewnością zdaje sobie sprawę ze swojej słabości. Momentami podkreśla wady księcia (większość opisywanej tu historii ma miejsce, zanim Ramzes zostaje faraonem), ale są to próżne wysiłki. Trudno uznać uwielbienie nagiej siły za skazę na charakterze tak młodego człowieka, wojownika zresztą. Wśród wielu zalet przyszłego władcy można wymienić urodę, siłę, charyzmę, sprawiedliwość, odwagę, lojalność. Przeznaczeniem młodzieńca jest panowanie; w każdej odbytej próbie, począwszy od tej z bykiem, a skończywszy na spotkaniu z lwem (jak przystało na statystycznego herosa, cieszy się on powszechnym uwielbieniem wśród zwierząt), znajduje tego potwierdzenie.

Jednakże, nawet wizerunek Ramzesa nabiera kolorów w porównaniu z nieskazitelnością pary królewskiej. Seti I, pozostając nieczułym na moje modły czytelnicze, nie okazał ani chwili słabości. Zawsze podejmował słuszne decyzje, dysponował rozległą wiedzą i sprytem. Ciężka choroba również nie zdołała umniejszyć jego majestatu. Z początku tłumaczyłam to sobie młodym wiekiem Ramzesa (z którego perspektywy poznajemy faraona); nie dziwiłaby mnie chłopięca idealizacja wiecznie nieobecnego ojca, raz na jakiś czas pojawiającego się po to, aby wygłosić parę enigmatycznych zdań. Wkrótce chłopiec staje się mężczyzną, a wizerunek faraona nie ulega zmianie.

Nie brakuje - pomimo wcześniejszych narzekań - w tej książce interesujących bohaterów, czy to drugoplanowych, czy epizodycznych. Niestety, kobiety ustępują pola mężczyznom. Raz, że jest ich zdecydowanie mniej, dwa - są albo wyidealizowane (Tuja, Nefertari), albo irytujące (Izet, Helena). Potencjał niewątpliwie posiada Lotos, ale Jacq nie poświęca tej Nubijce zbyt wiele uwagi. Jej mąż natomiast, Setau, podbił moje nastoletnie serce. Całe życie przeznaczył obserwacji węży, zdobywaniu ich zaufania i cennego jadu. Nieustraszony w starciu z najbardziej zatrważającym gadem, obawia się ludzi. Mieszka na obrzeżach miast, niekiedy na pustyniach, nie przyjmuje propozycji zajęcia wysokiego stanowiska u boku przyjaciela, Ramzesa. W miarę, jak akcja postępuje, coraz wyraźniej zarysowuje się u niego brak ogłady towarzyskiej, właściwy jednostkom, które przez wiele lat przebywały jedynie w towarzystwie zwierząt.

Drugim faworytem mianuję Ameniego. Nie mógłby on, co prawda, poszczycić się tężyzną fizyczną, inteligencją jednak przewyższa większość bohaterów razem wziętych. W trakcie licznych przygód może liczyć tylko na swój rozum i upór (czasami też na przyjaciół), nie - jak w przypadku Ramzesa - na niewyobrażalne szczęście. Niestrudzony obrońca prawdy, nie waha się wytknąć błędu przełożonemu, w efekcie tracąc dotychczasowe stanowisko. Ponadto, jego postawa względem kobiet rozczula: "niewiasty są niebezpieczne", mówi. 

Fakt, że historia opisywana przez Jacqa odniosła ogromny sukces wydawniczy, nie zaskoczył mnie, posiada ona bowiem epicki rozmach. Romans (dwaj bracia, jedna kobieta, w dodatku niezwykle urodziwa), męska przyjaźń wystawiona na próbę, zaciekła walka o władzę między Ramzesem a jego starszym bratem, Szenarem, nieustający w swoich działaniach spiskowcy, walki z buntownikami, niespodziewane zagrożenie ze strony czarnego maga imieniem Ofir, mnogość wątków pobocznych - i bestseller gotowy.

Za dodatkową zaletę należy uznać reinterpretację biblijnej historii Mojżesza. Postać ta, z początku bezbarwna, jakby autorowi zbywało na finezji potrzebnej do przedstawienia duchowych rozterek bohatera, z czasem zaczyna wzbudzać różnorodne emocje.

"Ramzes..." stanowi wspaniałą apoteozę życia w starożytnym Egipcie (widać to zwłaszcza w porównaniu z opisem greckiej armii Menelaosa) i gigantyczną skarbnicę wiedzy o jego mieszkańcach, obyczajach, wierzeniach.

Pomyślałam, że warto byłoby wyjaśnić, skąd taki tytuł wpisu. Ma on początek w jednej z rozmów Setiego z synem, kiedy ten pierwszy, przekazując wiadomości niezbędne przyszłemu władcy, przewiduje schyłek swojego panowania. W odpowiedzi Ramzes krzyczy: "nie umrzesz nigdy!", boleśnie uświadamiając czytelnika, kim jest. Niedoświadczonym nastolatkiem. Łatwo o tym zapomnieć, śledząc jego bohaterskie wyczyny wojenne. Po drugie, wybierając tytuł, chciałam niejako odzwierciedlić przesłanie całego utworu. Jak najtrafniej nazwać tę książkę, jeśli nie drukowaną piramidą zbudowaną na cześć Ramzesa Wielkiego?

Christian Jacq, Ramzes. Syn Światłości. Świątynia Milionów Lat, s. 708, Zysk i S-ka, Poznań 2009

Wczoraj królowa, dziś nie wiem kto

Oj, nie lubił Kraszewski Augusta II Mocnego. Sportretował go jako kochliwego, nieudolnego w sprawach państwowych, nadużywającego swojej władzy i pozbawionego skrupułów w życiu prywatnym władcę. Wydawałoby się: nic niezwykłego, nie pierwszy to król tego rodzaju, nie ostatni. Jednakże, demonizacja monarchy rzuca się w oczy ze względu na przeciwstawną kreację Anny Konstancji (tytułowej hrabiny; właśnie August pomógł jej uzyskać ów tytuł).

Anna jest dumna, zawsze wierna, temperamentna, a także - co autor wielokrotnie podkreśla - niezwykle piękna. W sytuacji wyjściowej dla całej historii: niewinna, trzymana przez męża (Hoym) w zamknięciu, nie ma pojęcia o sieci intryg panujących na dworze królewskim. Duma nie pozwala jej zostać kochanką króla, wymaga od niego małżeńskiej przysięgi wierności. Otrzymawszy przyrzeczenie złożenia takowej w chwili śmierci obecnej małżonki Augusta (o, naiwności kobieca!), rozpoczyna swój wieloletni związek z monarchą. Wkrótce osoby należące do dworu zaczynają knuć przeciw niej. Wpierw wszystkie próby zaszkodzenia królewskiej metresie spełzają na niczym - bo Anna nie spiskuje z nikim, nie daje się wciągnąć w żaden romans, a jej uroda nie słabnie z wiekiem. Część już wie, część natomiast domyśla się, jak ta historia się potoczyła. Nie przytoczę tu szczegółów, coby zachęcić niektórych do lektury.


Cosel wzbudzała we mnie silne emocje w trakcie lektury. Najpierw zarzeka się, że nawet nie spojrzy na króla, po paru dniach z kolei myśli tylko o tym, jak zostać jego żoną. Nie dostrzegając w niej żadnych oznak miłosnego zaślepienia, miałam nadzieję, że okaże się zręczną intrygantką. Niestety, im więcej kartek przerzucałam, tym większą dostrzegałam w niej obsesję. Większość rozmów Anny z Augustem dotyczyła jego zdrad, prawdziwych i domniemanych. Najczęstszym (i nie bez rozżalenia zauważonym) argumentem w sporach okazały się strumienie łez płynące po urodziwej twarzy hrabiny. Cosel Kraszewskiego jawi mi się jako elegancka maszyna zaprogramowana na osiągnięcie celu: małżeństwa z królem. Ja wszystko zrozumiem, i godność zrozumiem, i dumę, ale w sytuacji, kiedy związek jest definitywnie skończony, kiedy padają groźby odebrania jej życia, kiedy nie ma już nawet kontaktu z własnymi dziećmi (miała ich troje), nie można wciąż myśleć o dokumencie z przyrzeczeniem małżeństwa danym od króla, li i jedynie. 

Inna rzecz, że Anna nie jest jedyną maszyną w tej książce. Na drugim planie pojawia się niejaki Zaklika - postać, której losy śledziłam z zainteresowaniem, dopóki nie okazała się być zaprogramowaną na wieczną i platoniczną (tak, tak, niestety) miłość do hrabiny. Mogłabym uznać go za bohatera romantycznego, werterycznego nawet, gdyby tylko posiadał jakiekolwiek cechy osobowościowe (poza wspomnianą miłością).

Zdaję sobie, rzecz jasna, sprawę, że w rzeczywistości romans tej pary wyglądał inaczej. Wydarzenia, daty się zgadzają, charakter postaci jednak opiera się na interpretacji tychże przez autora. Dodatkowo, należy mieć na względzie ówczesne poglądy oraz wiedzę historyków, z których Kraszewski czerpał wiadomości. Stąd też mamy dwie Cosel: Cosel historyczną i Cosel Kraszewskiego. Wszystkie moje wypowiedzi oraz przemyślenia dotyczą tej drugiej.