Bies by się uśmiał

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Charles Dickens. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Charles Dickens. Pokaż wszystkie posty

babki z prochów

Pan Jasper niedomaga. Dlaczego? Czyżby planował morderstwo swojego siostrzeńca, Edwina? Czy to nieodwzajemnione uczucie tak go dręczy? A może winą za jego stan należałoby obarczyć opium? Edwin Drood znika bez śladu. Czy został zamordowany, czy uciekł? Kto ponosi odpowiedzialność za tę tragedię? Porywczy Neville Landless? Róża, wieloletnia narzeczona, z którą rozstał się dzień wcześniej, doszedłszy do wniosku, że łączące ich niegdyś uczucie wygasło? Jego wuj?

Miejscem akcji (czy też głównym bohaterem, jak piszą niektórzy badacze) jest Cloisterham, staroangielskie miasto z katedrą, w którym dzieci robią babki z prochów sióstr. Na gałęziach tutejszych drzew siadają gawrony: opanowane, klerykalne ptaki. Starsi mieszkańcy nie wierzą w nadejście nowego, jednocześnie nie rozpływając się w zachwytach nad starym - ponure dostojeństwo okolicy nieraz wydaje im się męczące. Śledząc poczynania osób biorących udział w tej historii, czytelnik może (między innymi) zwiedzić Dom Zakonnic albo wybrać się na nocny spacer po cmentarzu miejskim.

Nie brakuje w książce barwnie odmalowanych bohaterów. Pan Sapsea wykonuje takie ruchy rąk, jakby zamierzał bierzmować osobnika, z którym właśnie rozmawia. Pan Grewgious z kolei nieomal wierzy, że urodził się stary. Pan Honeythunder nie zna się na żartach. Durdles, kamieniarz, po wielu latach zajmowania się nagrobkami i grobowcami przejął od nich barwę. Cierpi również na grobatyzm; każdy, kto będzie łaził wśród grobów przez większość swojego żywota, dowie się, na czym polega to schorzenie. Co więcej, daje pewnemu wyrostkowi pół pensa za zagnanie siebie - przy pomocy kamieni, dodajmy - do domu po zmierzchu.

Dickens, wnikliwy obserwator rzeczywistości, uzupełnia gruntowne, sugestywne opisy miejsc, przedmiotów i osób elementami satyry. Komizm często opiera się na dziwactwach poszczególnych bohaterów (przypadłość Durdlesa, na przykład), potęgując tym samym atmosferę pełną tajemnic, niepokoju. Bywa, że autor puszcza oko w kierunku czytelnika w samym środku narracji. Pytając, czy może być coś piękniejszego od starszej damy o lśniących oczach, zaraz dodaje: z wyjątkiem młodszej. Po lekturze ciśnie mi się na usta jedno pytanie - czy nierozwiązana tajemnica nie odwróciła uwagi widza od literackich walorów powieści? Czy nie lepiej byłoby zastąpić zawzięte poszukiwania mordercy kolejną przechadzką po Cloisterham?

Nieukończona powieść zajmuje dwieście sześćdziesiąt osiem stron. Ponadto, książka zawiera notatki Dickensa (dwanaście stron), uwagi Charlesa Williamsa i Sidneya Castela Robertsa oraz napisaną w formie dramatu relację Chestertona z przebiegu procesu głównego oskarżonego. 

Charles Dickens, Tajemnica Edwina Drooda, s. 396, Replika, Zakrzewo 2010